Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Sztuka upadku

Zacznę od tego, że kiedy chodziłem do szkoły średniej jeździłem z kumplami na deskach. Całe wakacje spędzaliśmy na deskorolkowych miejscówkach szlifując tricki, podskoki, kickflipy i inne mniej lub bardziej popieprzone rzeczy. Popieprzone dlatego, że w naszych gówniarskich głowach powstawały pomysły, na totalnie porąbane wyczyny, które przy pomocy deskorolek robiliśmy. Tak więc były skoki ze schodów na dziurawe chodniki, skoki do głębokiego na dwa metry basenu, zjazdy z wielkiej, betonowej ślizgawki. Nieco później zaczęła się moja zajawka podwórkową akrobatyką i parkourem. I z innymi kumplami skakałem z okien opuszczonego szpitala, z garaży, robiłem salta z każdego napotkanego murku i tak dalej. I jak nie trudno się domyślić większość z tych kaskaderskich ewolucji nadawałaby się do wielkiej kompilacji failów na YouTube, ale jednak była to jedna z najlepszych szkół jaką przeszedłem w trakcie tych moich gówniarskich lat.

Sztuka upadku

Kiedy po raz pierwszy jedziesz na desce i patrzysz na zbliżającą się przed tobą krawędź, z której masz zamiar się wybić i wylądować dwa metry niżej idealnie na deskorolce, jedyne o czym myślisz to nie to, co będzie jak ci się uda, tylko co zrobić, żeby się mimo wszystko podczas skoku nie zabić. Bo wiadomo, za pierwszym razem istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że się jednak nie uda. A jednak skaczesz, i wiesz, że jedyne na co możesz teraz liczyć, to umiejętność kontrolowanego upadku, którą w sobie wytrenowałeś podczas setek podobnych sytuacji wcześniej. I mimo, że deska odlatuje spod nóg a ty spadasz prosto na twarz, upadasz tak, że w zasadzie nic sobie nie robisz, że kiedy wstajesz, otrzepujesz spodnie z kurzu i jesteś gotowy spróbować jeszcze raz.

I kiedy kilka lat później trenowałem parkour, intuicyjnie znałem pewną podstawową sztuczkę, w której chodzi o to, że kiedy spadasz z dużej wysokości albo w trakcie skoku lecisz z pełnym impetem na twarz, wystarczy przy lądowaniu zrobić przewrót w przód przez bark, a wytracasz całą prędkość i wstajesz jak gość. Sam nie wiem ile razy uratowało mnie to przed rozkwaszeniem sobie ryja o podłoże, albo przed otwartym złamaniem kończyny, ale pewne jest to, że podczas tych wszystkich akro-sztuczek, które wyczyniałem, jedyne co sobie zrobiłem, to jakiś przypadkowy strup na łokciu.

Po latach

Piszę to wszytko dlatego, że od roku jeżdżę na longboardzie. Odkryłem w nim dawną, szczeniacką fascynację czterema kółkami, która widocznie utkwiła we mnie na dobre. Kiedy w zeszłym roku, po piętnastoletniej przerwie od deski pierwszy raz stanąłem na longu, mięśnie zareagowały automatycznie. Było w tym sporo niezgrabności, ale ciało wiedziało co robić. Kiedy pojechałem na przejażdżkę i kamyczek pod kółkiem postanowił nauczyć mnie pokory, wywaliłem się tak miodnie na beton, że ludzie na chodniku przystanęli, by oddać mi pośmiertny hołd. Ja się jednak podniosłem jak gdyby nigdy nic, otrzepałem i pojechałem dalej, wiedząc o sobie trochę więcej niż przed chwilą. Że kiedy umiesz upadać, to nigdy się tego nie oduczysz, że każdy nawyk siedzi w nas i czeka na chwilę, w której będzie mógł się uaktywnić, obojętne ile czasu będzie w nas uśpiony.

Bądź przygotowany

Te historyjki to całkowita prawda, a przy okazji też dobra metafora życia. Bo kiedy nauczysz się kontrolować upadek, umiesz zminimalizować jego impet, i wywinąć tak kozła przez bark, że pęd stawia cię z powrotem na nogi. Sztuka upadku, to tak naprawdę sztuka minimalizowania obrażeń i warto się jej nauczyć.

Nie chodzi o to żeby iść skoczyć z dachu i zobaczyć co się stanie, tylko o to by nigdy nie lekceważyć możliwych potknięć i upadków. Im większe wyzwanie przed tobą, tym większe oczekiwania, a jednocześnie szansa, że może ci się nie powieść. Brak świadomości, że coś się może nie udać, jest chyba największą przyczyną frustracji i porzucania rzeczy po pierwszej próbie. Musisz mieć w zanadrzu plan ratunkowy, swój sposób żeby zamortyzować zderzenie z rzeczywistością. Kiedy stawałem na krawędzi dachu garażu i miałem zamiar machnąć piękne salto w przód, to upewniałem się że jestem w stanie zrobić asekuracyjnego fikołka na wykończenie, żeby nie zaorać zębami w glebę w razie niedoszacowania mojej bezwładności. Dzięki prostej sztuczce udawało mi się za każdy razem.

To wszystko nauczyło mnie jeszcze jednego. Że szlifowanie umiejętności wymaga czasu. Że kiedy spróbujesz to wiadomo, że odrazu się nie uda, ale jak nie spróbujesz to możesz mieć pewność, że nie uda się nigdy.

Proste mądrości

Kiedyś myślałem, że życie jest węzłem gordyjskim, ogólnie nie do rozplątania, i że łatwiej się w nim pogubić niż odnaleźć. Ale im dalej w las, to znaczy „w życie”, tym częściej odkrywam, że wszystko składa się z cieniutkich niteczek, czyli prostych uniwersalnych prawd, które znajdują zastosowanie wszędzie, gdzie by je przyłożyć. I ja właśnie uwielbiam takie mądrości, które można odnosić do życia, które są pewną metaforą i mają w sobie podwójne dno. Największa mądrość jest tylko stekiem paplaniny jeśli nie ma przełożenia na zwykłe działanie. I to jest właśnie to o czym chciałem wam dziś tym moim przydługim wywodem opowiedzieć.

 

Photo by John Fornander on Unsplash

O mnie

IMG_20170418_132cvd328_783
Troper

Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

Instagram

Archiwum

×