Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Instagram

    Rzym – przewodnik niekoniecznie turystyczny

    Niby wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale widocznie ja tymi drogami w drugą stronę chodziłem, bo z Rzymem było mi jak dotąd nie po drodze. Kiedyś, dawno temu byłem we Włoszech na kolonii, która wtedy wydawała mi się kolonią karną, bo w pokojach karaluchy, żarcie biedne i niesmaczne, upał a gdyby tego było mało, jeszcze dziura w kiblu zamiast sedesu. Dwa tygodnie spędzane w towarzystwie czternastoletnich idiotów i wcale nie mądrzejszych opiekunów. Od tamtego czasu do Włoch stosunek miałem raczej byle jaki więc sami rozumiecie, że wcale mnie tam nie ciągnęło.

    Ale oczywiście jak to w życiu bywa przychodzi dzień, w którym los postanawia sobie z biednego człowieka zakpić, bo czemu nie, za dużo dupę płaszczę w ojczyźnie i pora mnie na kopach z tego kraju wywalić. A mianowicie dostałem od mojej N. propozycję nie do odrzucenia, albo jedziesz z nami (w sensie z nią i jej koleżanką), albo sam o swoje dupsko zadbasz przez cały okrąglutki tydzień. Ja tam resztki instynktu samozachowawczego jeszcze mam, więc nawet się długo nie namyślałem. Co ja jestem Kevin żeby sam w domu siedzieć? To już wolę na te karaluchy i dziurę zamiast sedesu, bo to podobno robaczki nieszkodliwe, a wypróżnianie się w kucki jest nawet zdrowsze.

    No i poleciałem do tego Rzymu. I co się okazało? Że on wcale nie taki straszny jak mi się wydawało, że tu już też cywilizacja dotarła i to podobno dosyć dawno, ale ja tam się na historii nie znam. Muszę wam powiedzieć, że mi się nawet podobało, a gdyby nie upał to podobałoby mi się nawet jeszcze bardziej.

    I gdy tak sobie chodziłem i zwiedzałem, doszedłem do wniosku że ten cały Rzym to dość dziwne miasto. Wielkie i poplątane jak spaghetti. Wszędzie masa turystów, na każdym kroku coś do oglądania. W całej tej masie można się szybko pogubić, dlatego zawczasu warto zaopatrzyć się w rzecz najbardziej przydatną, a mianowicie wiedzę. Stąd moje 7 porad na Rzym.

    koloseum

    #1 – Rzym jest drogi

    Pierwszą rzeczą o jakiej przed wyjazdem do Rzymu należy pamiętać, jest to, że Rzym jest jednym z najdroższych miast we wszechświecie. Przeliczając na polskie ceny, wszystko jest dwu-trzykrotnie droższe niż u nas. Tak więc nie zdziwcie się jak wasze karty debetowe, tak jak zrobiła to moja, nagle pokaże wam faka, w najmniej odpowiednim momencie, kiedy będziecie akurat kupowali kolejny piękny magnesik na lodówkę w kształcie Koloseum za okazyjne 5 euro.

    Jeśli usłyszycie kiedyś, że w Rzymie płaci się dosłownie za wszystko to bądźcie pewni, że nie ma w tym większej przesady. Normą jest nawet to, że knajpy i restauracje doliczają sobie do cen dań i napojów jakiś procent za korzystanie z uroku lokalu. W im bardziej klimatycznej, włoskiej knajpce usiądziesz, tym droższy przyjdzie ci zapłacić rachunek.

    Ceny prostych dań, pizzy i klasycznych makaronów w ścisłym centrum wahają się od 8-15 euro, ale jeśli udacie się gdzieś na obrzeża albo prowincję ceny spadną do 5-7 euro. Podobnie ma się sprawa z winem. Kieliszek Prosecco w centrum to koszt 4-5 euro, ale warto rozejrzeć się za dobrym, domowym winem, które choć tańsze, wcale nie ustępuje smakiem.

    Jest jednak pewna bardzo fajna opcja, za którą warto się porozglądać, dzięki której można trochę grosza zaoszczędzić. Restauracyjki chcąc przyciągnąć klientów często robią promocje happy hour, podczas których oferują żarcie, napoje albo inne rzeczy za niższą niż zazwyczaj cenę. Tam gdzie restauracyjek pełno, wato się za takimi promocjami rozejrzeć, bo w ten sposób można się najeść za stosunkowo mały pieniądz.

    #2 – Woda

    fontanienkaMówiąc, że w Rzymie za wszystko się płaci nie miałem jednak na myśli wody! Dawno temu władze miasta uznały, że stworzą kilka tysięcy punktów z wodą pitną, z których przez całą dobę będzie płynęła chłodna, orzeźwiająca woda. Jak uznali, tak zrobili i całe miasto jak i miejscowości przyległe, dostęp do takiej darmowej wody mają.

    Woda płynie nieprzerwanie z porozmieszczanych w różnych punktach miasta fontanienek nazywanych nasoni, które często wyglądają jak małe dzieła sztuki. Woda w tych kranach jest czysta i zdrowa, i nie ma obaw że się po takiej wodzie nabawicie rozstroju kiszek! Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie spaceru po rozpalonym słońcem Rzymie, gdyby takiej pitnej wody na każdym kroku zabrakło.

    I mam dla was bonus, który ogarnąłem dopiero ostatniego dnia wyjazdu, bo żeby się wody z takiego kranu napić, niekoniecznie chłepcząc ją z brudnych dłoni, wystarczy zatkać wylot kranu, a woda wesoło tryśnie jak mały gejzerek, dziurką w górnej jego części prosto do ust.

    Co jednak z wodą w knajpach i restauracjach? No cóż, choć wydawać by się mogło, że skoro miasto pozwala wszystkim bez wyjątku na ugaszenie pragnienia na ulicach, w lokalach będzie podobnie, lecz tak pięknie nie ma. Za wodę w restauracji płaci się jak za wszystko inne.

    #3 – Uchodźcy i imigranci

    Podczas kilku pierwszych napływów uchodźców i imigrantów z afryki i bliskiego wschodu, Włochy zostały zalane przez obcokrajowców porzucających swoje ojczyzny. Część z nich odeszła w głąb europy, część jednak została we Włoszech. Rzym jako stolica ma z nimi spory problem.

    Są przy wszystkich najważniejszych atrakcjach turystycznych, zaczepiają i próbują wcisnąć turystom swój szajs. Handlują czym popadnie, głównie selfiestickami, kapeluszami, kwiatkami, badziewnymi bransoletkami albo wodą w butelkach. Robią to oczywiście nielegalnie, a za kupowanie czegokolwiek od takich nielegalnych sprzedawców można zarobić mandat od policji, bo nielegalne jest nie tylko sprzedawanie, ale również kupowanie.

    turyści

    Wyobraźcie sobie taką scenę. Stoicie dajmy na to w kolejce po bilet do Koloseum. Jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt minut. Słońce grzeje niemiłosiernie, żar leje się z nieba. A tu nagle podchodzi jakiś pan i wymachuje przed wami buteleczką pełną zimnej wody, wesoło do was wołając „kolłater”. Koszt 1 euro, w sumie nie tak dużo, i to bez ruszania się z miejsca. Taki miły pan i daje wam ugasić pragnienie orzeźwiającą wodą! Tylko że owi sprytni kolesie z butelkami wody to cwane oszusty, bo tak naprawdę sprzedają w ten sposób wodę z miejskich fontanienek w butelkach, które wcześniej wygrzebali ze śmietników. Zresztą można ich zobaczyć jak wieczorami idą przez miasto z siatkami wypełnionymi pustymi butelkami do napełnienia na następny dzień. Więc osobiście nie radzę się na taką okazję nabrać.

    Trzeba uważać na owych „handlarzy”, bo potrafią być bardzo nachalni. Ci od kwiatków, bransoletek i selfiesticków wpychają towar w ręce. A gdy, nie daj boże, taki towar chwycicie, zaraz żądają pieniędzy stając się delikatnie mówiąc niemili. Niestety włoska policja niewiele może z tym fantem zrobić, bo nawet jeśli takich handlarzy przepłoszy, to po dziesięciu minutach zjawiają się ponownie. Jedyna sensowna rada, to omijać z daleka.

    #4 – Włosi

    Włosi to specyficzny naród. Z jednej strony nie widzą dalej niż czubek własnego nosa, a z drugiej kiedy trzeba są bardzo pomocni. Zapomnijcie żeby Włoch jadący samochodem przepuścił was na pasach, ale jak już się na te pasy wejdzie, to mimo że się nie zatrzyma, możecie być pewni że bezpiecznie was ominie. Mało który pieszy zwraca zresztą uwagę na przepisy. W Rzymie przechodzi się przez ulicę gdzie się chce i kiedy się chce. Czerwone światło na przejściu jest dla Włocha co najwyżej informacją, że akurat teraz, gdy będzie przechodził, ulicą będą jechały auta.

    Po za tym bankowo poznasz Włocha po tym, że nawet w 30 stopniowym upale chodzi w kurtce, czasami w szaliku, zawsze jednak w długich spodniach i najczęściej w długim rękawie. Koleś kręcący się po Rzymie w szortach to na 100% turysta.

    #5 – Turyści

    Ulubionym zajęciem turysty w Rzymie jest stanie w kilkometrowych kolejkach a to do Koloseum, a to do Muzeum Watykańskiego albo do Kaplicy św. Piotra. Lubią sobie postać do Ust Prawdy, zasiąść gromadnie na Schodach Hiszpańskich albo potłoczyć się przy Fontannie di Trevi. Turysta to ulubiony gatunek człowieka dla cwanych imigrantów, jeszcze cwańszych Włochów, złodziejaszków i oszustów. Turyści zazwyczaj się tłoczą, a w tłoku łatwo pozbawić takiego turystę portfela lub aparatu. Albo na rachunku z restauracji znajdzie się dodatkowe 50 euro do zapłaty nie wiadomo za co. A potem jest lament, i jeśli turysta po Włosku nie umie ni w ząb, to się raczej też nikomu nie poskarży. Turysta nie ma łatwego życia w takim Rzymie a im bardziej turysta na turystę wygląda, i się jak turysta zachowuje, tym ma większe prawdopodobieństwo bycia przez jakiegoś turystycznego huntera wyrolowanym.

    Lepiej od turystów stronić, wybierać takie pory na zwiedzanie zabytków kiedy turystów jest najmniej. Po za tym lepiej na turystę nie wyglądać, nie rzucać się w oczy białymi skarpetami do sandałów, wielkim aparatem uwieszonym na szyi, bezradnie kręcąc mapą jak kierownicą. Warto odwiedzić te mało turystyczne części miasta, bo w Rzymie wszędzie jest coś ciekawego do pooglądania.

    watykan

    Tak. Ta kolejka ciągnie się wokół Placu Św. Piotra.

    #6 – Na każdym kroku coś ciekawego do pooglądania

    Przed wyjazdem znajomy powiedział mi, że w Rzymie co krok jest coś do pooglądania. Idziesz sobie ulicą, patrzysz w prawo – O! Coś niesamowicie starego! Patrzysz w lewo – O! Tu też! I rzeczywiście. Miasto jest jednym wielkim skansenem. Starożytne budowle współistnieją z nowoczesną architekturą, wszystko miesza się i przenika. I to jest w Rzymie najbardziej niesamowite, że ślady imperium rzymskiego sprzed 2 tysięcy lat, są nadal obecne i w wielu przypadkach po dziś dzień wykorzystywane.

    fontanna rzym

    #7 – Komunikacja

    Po mieście bardzo łatwo się poruszać. W Rzymie działają 3 linie metra, kilka linii tramwajowych i cała masa linii autobusów miejskich. Warto sobie przed wyjazdem sieć połączeń ogarnąć, ale w przestrzeni Rzymu tymi trzema środkami transportu, plus własne nogi, można łatwo dotrzeć w zasadzie wszędzie.

    Centralnym węzłem komunikacyjnym, takim w którym zbiega się większość linii komunikacji miejskiej, jest dworzec Termini, z którego odjeżdżają również autobusy na rzymskie lotniska. Bilety na metro kosztują 1,5 euro i pozwalają nam dojechać do końca trasy. Jednak jeśli spędzamy w Rzymie więcej niż jeden dzień, warto zaopatrzyć się w bilet długoterminowy, który pozwala na nielimitowane poruszanie się dowolnym środkiem komunikacji miejskiej, a także pociągami, które jeżdżą do Ostii i nad morze Tyrreńskie.

    Połączenia miejskiej komunikacji można łatwo sprawdzić na mapach Google. Działa to zupełnie tak samo jak w JakDojadę.

    W momencie, w którym piszę tą notkę toczy się sprawa między miastem Rzym a Uberem. Rzym chce zdelegalizowania Ubera w mieście bo na korzystaniu z Ubera tracą rzymscy taksówkarze. Tak więc planowanie przemieszczania się po Rzymie tym środkiem transportu jest w najbliższej przyszłości raczej bezsensowne.

    Jest za to spoko opcja taksówkowa, z której warto skorzystać. Przez aplikację MyTaxi można zamówić taksówkę tak jak Ubera. Dodatkowo można otrzymać zniżkę nawet do 20 euro na pierwszy kurs, wystarczy wygooglować sobie kod promocyjny na jakimś włoskim forum. Fajna opcja na dojazd do lotniska, kiedy nie ma się ochoty tłuc z walizkami przez całe miasto.

    Rzym to piękne miasto i jako takie warte odwiedzenia. To w końcu kolebka europejskiej cywilizacji! Po tygodniowym zwiedzaniu czuję, że zaledwie liznęliśmy Rzymu, dlatego gdzieś z tyłu głowy kiełkuje już myśl o powrocie. Ale może inną porą roku. Może wtedy gdy upał zelżeje, bo takie zwiedzanie w nieoczywistych porach roku bywa często jeszcze przyjemniejsze.

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Instagram

    Archiwum

    ×