Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Instagram

    Przyszło lato – co robić, jak żyć?

    No i przyszło lato, a z latem czas upałów, skwaru i porażeń słonecznych. Podobno są dwa typy ludzi, ci którzy kochają jak jest cieplutko, i ci którym powyżej 22 stopni Celsjusza gotują się mózgi. I jeśli tak jak ja od upału umieracie, całkiem serio myślicie o emigracji na Grenlandię albo zastanawiacie się dlaczego do cholery nikt jeszcze nie wymyślił klimatyzowanych ciuchów, to mam dla was garść porad jak sobie z upałami poradzić.

    Co prawda nie jestem żadnym guru w tej materii, bo ja sam radzę sobie z gorącem raczej kiepsko, ale gdybym nie próbował radzić sobie w ogóle już dawno byłbym wysuszonym skwarkiem, leżącym bez życia w jednym z poznańskich mieszkań.

    Upał w mieszkaniu

    Jeśli macie to szczęście, że okna waszych mieszkań i domostw wychodzą na południowy wschód, a na dodatek mieszkacie na poddaszu, gdzie cały dach nad waszymi głowami jest jednym wielkim panelem słonecznym, możecie mieć całkiem spore pojęcie jak czuła się matka Gilberta Grape’a pod koniec filmu. Jeśli nie możecie poratować się klimą, olej kokosowy zmienia stan skupienia, kot piąty dzień z rzędu śpi w wannie, a na parapecie zakwitają kaktusy to niezaprzeczalnie znak, że trzeba się z takiego mieszkania ewakuować.

    I tutaj mamy kilka opcji do wyboru gdzie skierować swoje kroki, wszystko jednak zależy od naszych preferencji. Na przykład dla pracoholików, wartą rozważenia opcją jest wzięcie nadgodzin, bo pal licho że jest robota, skoro siedzi się w klimatyzowanym biurze. Jest też opcja dla tych, co mają ubytki we wierze, które chcieliby nieco zreperować, bo można odwiedzić najbliższy kościół i nie dość, że wewnątrz starych murów odetchnąć sobie trochę, to jeszcze może załapać się na jakieś rozgrzeszenie. Jest też trzecia opcja – galeria handlowa, w której klimatyzowanym wnętrzu, można spędzić nawet cały dzień, gwiżdżąc sobie na upał na zewnątrz, popijając mrożoną kawkę. Tylko nóg nie da się tam wyciągnąć i sobie odparować, ale coś za coś.

    Jak się nie dać słońcu

    sun glassesJednak żeby się tam dostać trzeba najpierw wyjść z domu i szczęśliwi ci, którzy w garażu podziemnym trzymają swój samochód, a jeszcze szczęśliwsi którzy w tym samochodzie mają klimatyzację, bo wtedy już nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Mówię wam. Ale jeśli tak jak ja jeździsz pełnoletnią bestią i parkujesz pod chmurką to pewnie doskonale wiesz, że poruszanie się samochodem w upał po mieście, jest jak wsadzenie ręki do garnka z gotującą się wodą. I można sobie jakoś pomagać wachlowaniem drzwiami (sprawdzałem działa!), ale wyrównanie temperatury wewnątrz do 35 stopni choć już nie poparzy ci płuc, nie jest jakimś szczytem marzeń.

    Więc co zostaje? Komunikacja miejska? W Poznaniu jest jak loteria. Szybciej złapiesz konny powóz niż trafisz na klimatyzowany tramwaj/autobus. Jazda komunikacją miejską latem przypomina jazdę szklarnią na kółkach z bonusowymi efektami zapachowymi z przepoconych podkoszulków.

    Zostają więc własne nogi i świadomie pomijam tutaj wszelkie analogowe pojazdy do pedałowania i odpychania się, bo nie sądzę, że kogokolwiek interesują plamy potu pod pachami albo w kroczu od parującego siodełka.

    A więc nogi. Ale żeby wyjść na słońce i przeżyć potrzeba pewnych przygotowań. Okulary słoneczne, czapka i pół litra kremu z filtrem na skórę. Pozostaje jednak jeszcze pytanie jak się ubrać. I zaraz przypominają mi się rzymskie wakacje, na których byłem miesiąc temu i ci wszyscy Włosi którzy przy 30 stopniach w cieniu chodzili poubierani w długie spodnie i rękawy. I jak się okazuje ma to swoje wytłumaczenie, którego wtedy nie znałem, ale teraz mądrzejszy o wiedzę z internetu zaraz wam wszystko powyjaśniam. Bo chodzi o to, że jak się skórę zasłoni czymś długim, a najlepiej jasnym, to się tak skóra nie nagrzewa. Paradoksalnie im bardziej się rozbierzemy, tym będzie nam goręcej. Wystawiając gołą skórę na słońce szybciej się przegrzewamy, a organizm żeby temu zapobiec produkuje hektolitry potu. Takie długie ciuchy powinny zachowywać odpowiednią cyrkulację powietrza, powinny być przewiewne i o luźnym splocie, zapomnijcie więc o ulubionym poliestrowym dresiku, który w tym przypadku jest równie dobrym rozwiązaniem co wylanie sobie na głowę wiadra lawy. Nie polecam też jednak stylówki a’la bediun, z wiadomych przyczyn.

    bedouin

    Co jeść, co pić?

    Nie wolno zapomnieć o nawadnianiu, jednak tak lubiane jedno czy dziesięć piwek niespecjalnie się do tego celu nadaje, bo takim piwem to się człowiek szybciej odwadnia niż nawadnia, bo alkohol ma przecież właściwości moczopędne. Podobnie ma się sprawa z innymi alkoholami, między innymi z wódką, o której ktoś kiedyś mi powiedział, że przecież to zwykły napój bo ma w sobie aż 60 procent wody, ale warto pamiętać, że zwykła mineralka ma tej wody jednak zdecydowanie więcej. Na upały dobre są ziółka. Na przykład zielona herbata lub mięta, które mają właściwości ochładzające organizm.

    Latem jeść wypada na mieście, bo od gotowania w mieszkaniu można dostać udaru cieplnego czego nie polecam, a przyjemniej jest zjeść gdzie nie trzeba się nastać nad garami, tylko podadzą ci co chcesz i w dodatku po jedzeniu nie trzeba będzie zmywać.

     

    ***

    Walka z upałami to nierówna walka i wiedzą o tym dobrze wszyscy ci, którzy tak jak ja na nadmierne nasłonecznienie reagują alergicznie. Najsensowniejszą porą do życia jest już chyba tylko noc, co sądząc po tłumach w centrum po zmroku, wzięli sobie do serca już wszyscy. Nie ma rady, jeśli jest się zimnolubem lato trzeba jakoś przeżyć. Na szczęście lato daje też całą masę możliwości, koncerty, festiwale, wyjazdy nad jeziora, morza i w góry. A zmiana klimatu może się tylko opłacić. Trzeba tylko wziąć się w garść i postawić upałom… ale kto ma na to siłę?

     

    Grafika: Jerry Kiesewetter unsplash.com

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Instagram

    Archiwum

    ×