Odwiedź mój kanał na YouTube


Najnowsze posty


slow life

Jesienne slow



Stay Connected

Instagram

    Maniek – kot który zniknął

    Tego wpisu również miało nie być. Nie miałem siły usiąść do pisania. Wydarzenia ostatniego poniedziałku potwornie wiele mnie kosztowały. Straciliśmy naszego Mańka.

    Nagle pojawił się brak. Świdrujący brak jakby wyparowała część życia, jakby jedna z nóg, na których opiera się codzienność złamała się z trzaskiem. Stabilność przestała być pewna.

    Maniek był z nami dziewięć i pół roku. Na ludzkie lata licząc miał już status geriatryczny. Kiedy się urodził był najmniejszy z miotu i nigdy nie urósł za bardzo. N. mówiła o nim „szary tygrysek”, choć w książeczce zdrowia wpisano „kot rasa europejska”.

    Różnie się między nami układało, ale ten kudłaty stworek o zielonych oczach i szarym ubarwieniu był jedną z tych absolutnie pewnych rzeczy, których nawet się nie kwestionuje. Był lokatorem naszego mieszkania, ale tak naprawdę już dawno stał się jego małą duszą, z wysokości lodówki obserwującą każdy nasz ruch.

    Strażnik parapetu, który przy natrętnych wizytach gołębi pilnował je zza szyby, wsysając je czarnymi dziurami źrenic. Warczący na każdą niezapowiedzianą wizytę dozorcy lub kuriera z paczką. To był jego dom i nie lubił niezapowiedzianych gości. Wydaje mi się, że strzegł tego małego kawałka przestrzeni nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla nas.

    Wieczorem kładł się z nami do łóżka, bo dobrze wiedział, że to pora spania. A rano gdy się budziliśmy, siadał na parapecie i upominał się o swój poranny przysmak. Nie był zbyt dobrym łowcą sztucznych myszek i sznurków, i kto wie jak potoczyłyby się jego losy w bezpańskim świecie.

    Dwukrotnie uciekał przez okno, zanim zabezpieczyliśmy je siatką. Ponosiło go zaciekawienie światem. Za pierwszym razem przeszedł gzymsem kilka metrów i przysiadł przy murze bo nie wiedział jak wrócić. Za drugim poczłapał na sąsiednią kamienicę, a utknąwszy tam w rynnie, siedział całe dwa dni zanim zdołałem go znaleźć.

    Czasem się gniewał. Zwłaszcza gdy wracaliśmy z wyjazdów, bo jak mogliśmy zostawić go samego? Ale zaraz się rozpogadzał i wskakiwał na nas żeby go głaskać, żeby nadrobić stracone godziny. I to było w tym wszystkim najlepsze. Świadomość, że jest, że czeka na nas, że po otwarciu drzwi przybiegnie pomiaukując po kociemu.

    Strata jest jak dziura. Jak wyrwany kawał mięsa. Minie wiele czasu zanim się zabliźni. Są w mieszkaniu rzeczy, które nam go stale przypominają. Są w nas nawyki, które teraz straciły swój sens, jak uchylanie drzwi od łazienki. Strata boli najbardziej gdy kochasz, bo tęsknisz za każdą straconą chwilą. Za tą która była i tą, która nigdy już się nie wydarzy.

    Daliśmy mu dom, a on dał nam swoją miłość, bo zwierzęta kochają bezinteresownie. Tego wieczora gdy zawieźliśmy go do lecznicy, i po podłączeniu go do kroplówki czekaliśmy na wyniki badań, wgramolił się na moje kolana. Zwykle tego nie robił, dlatego w tamtym momencie poczułem jak bardzo mi ufa. To był ostatni raz gdy mogłem go przytulić. Wszystko co było potem jest złą częścią tej historii, taką na którą w żaden sposób nie można się przygotować.

    Podobne posty

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Instagram

    Archiwum

    ×