Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Kiedy szkoła robi doła

Już za moment, już za chwilę początek nowego roku szkolnego. I chociaż sam mam to już daleko za sobą, nadal początek września kojarzy mi się z końcem wakacyjnej wolności. Nawet studenckie lata specjalnie tego nie zmieniły, bo co się w człowieku odciśnie, zostaje w nim już na zawsze.

Moją szkolną przygodę skończyłem wiele lat temu. Było to w prehistorycznych czasach, przed Facebookiem, przed YouTube i ogólnie w czasach kiedy ludzie z internetem łączyli się przez modemy telefoniczne. Pamiętam, że moment odebrania świadectwa był dla mnie jak koniec odsiadki w pierdlu. Nareszcie cudowna wolność, w której nikt mi nie będzie mówić czego mam się uczyć i co mam robić. Wiem, że wielu z was czasy nauki wspomina z rozrzewnieniem i sentymentem, ja jednak w szkole zawsze się strasznie męczyłem, bo cała ta edukacja wydawała mi się głupia i niepotrzebna, a sposób nauki kompletnie nieskuteczny i nawet szkolne znajomości tego nie rekompensowały.

Mówiono o mnie zawsze, że zdolny ale leń. I była to totalnie prawda idealnie opisująca to jak w czasach na przykład szkoły średniej funkcjonowałem. Szkoła była dla mnie debilna, więc szedłem po linii najmniejszego oporu, ściemniając ile wlezie i kombinując, jakoś zawsze udawało mi się pozaliczać przedmioty, żeby odhaczyć kolejny rok szkolny. Nigdy nie przejmowałem się ocenami, bo celem samym w sobie nie był pasek na świadectwie, tylko żeby odbębnić swoje i mieć święty spokój.

Co mi szkoła dała?

Gdybym miał zrobić rachunek sumienia odpowiadając na pytanie, co mi właściwie szkoła dała, nie miałoby to nic wspólnego z wiedzą wpajaną przez nauczycieli. Pierwszą rzeczą jakiej w szkolnej rzeczywistości się nauczyłem, było skuteczne ściemnianie i kombinowanie, a także socjotechnika i manipulowanie nauczycielami, tak żeby przy najmniejszych kosztach, uzyskać niezbędne minimum gwarantujące spokój i promocję do następnej klasy.

Od zawsze miałem w sobie jakiś wewnętrzny opór, przed tym żeby robić to do czego się mnie przymusza. A tak właśnie działał i działa system edukacji w naszym kraju. Zmusza do nauki konkretnych, skrojonych pod uczniów regułek i wymaga ich bezbłędnego wykucia i powtarzania, nieważne czy ze zrozumieniem tematu czy bez niego. W zasadzie zrozumienie czegokolwiek w szkole wcale się nie liczy. Na przykład w szkole średniej z historii dostawałem z każdego sprawdzianu lufę, za tak zwane „lanie wody”, bo moje odpowiedzi nie były od myślniczków jak wymagał nauczyciel, tylko zawsze lubiłem się rozpisać. I nieważne, że fakty i daty się zgadzały.

Hakowanie systemu

Mój sposób na szkołę był prosty i skuteczny. Wykorzystywać dogodne sytuacje żeby na nich skorzystać. Na przykład zaproponowałem dyrekcji zrobienie strony internetowej szkoły, a sam dzięki temu mogłem przez pół roku przesiadywać w pracowni informatycznej, zamiast ślęczeć na nudnych lekcjach. Tam gdzie mogłem, tam ściemniałem. Tam gdzie się nie dało, robiłem niezbędne minimum. I nie czułem się z tym źle, bo nigdy nie miałem poczucia, że cała ta nauka jest tak ważna, jak nam wszyscy wmawiali, bo nauczycielom wcale nie chodziło żebyśmy coś faktycznie umieli, tylko żeby odbębnić program i tyle. Zresztą skuteczność szkolnej edukacji pięknie podsumowuje chociażby program „Matura to bzdura”. Po prostu nie wiadomo czy się śmiać czy płakać.

I tylko jeden nauczyciel (od polskiego), na którego trafiłem podczas całego okresu trwania mojej nauki, doceniał samodzielne myślenie i posiadanie własnego zdania. I muszę mu za to tutaj podziękować, bo to dzięki niemu polubiłem literaturę i pisanie, a wszystko to realnie wpłynęło na to jaki jestem teraz!

A można inaczej

O szkołach demokratycznych nie wiedziałem nic, dopóki nie poznałem Weroniki z bloga zimnotutaj.pl. Opowiedziała mi o czymś absolutnie fenomenalnym, że istnieją szkoły, w których nie ma całego tego bzdurnego rygoru, systemów nauczania, ocen, programów i regułek. Nie ma zmuszania do ślęczenia nad rzeczami, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, albo które wcale nas nie interesują. Mało tego, ona sama do takiej uczęszczała. Na to wszystko co mówiła robiłem wielkie oczy, bo coś takiego w głowie mi się nie mieściło! Szkoły, w których uczysz się tego czego chcesz i w taki sposób jak chcesz brzmią jak totalna bajka. Ale im więcej zacząłem się nad tym zastanawiać, tym bardziej przekonywałem się do tego pomysłu. Jednak wielka szkoda, że za moich czasów czegoś takiego nie było.

Szkoła demokratyczna to szkoła, w której wszyscy są sobie równi. Nauczyciel nie posiada władzy nad uczniami, jest bardziej jak partner, niczego nie narzuca, nie karze. Jest po to by poprowadzić, wskazać, a nigdy po to żeby oceniać, rugać i wymagać. Uczniowie mają pełną dowolność w uczeniu się, a taka nauka jest milion razy bardziej skuteczna, bo wynika z CHĘCI a nie z przymusu. Muszę przyznać, że ja sam po pięciu latach „nauki” w klasycznej szkole średniej nie pamiętam z tego prawie nic, a całą wiedzę jaką mam i jaka mi się przydaje w życiu przyswoiłem sobie sam, ucząc się w wolnych chwilach właśnie tego na co miałem akurat ochotę. Założę się, że i wy macie podobnie, że mimo kilkunastoletniej nauki w szkołach, cała ta szkolna edukacja w zasadzie poszła w piach.

Sami zresztą posłuchajcie co Weronika mówi o szkołach demokratycznych, bo to szalenie ciekawe!

Ucz się jak noblista

Uwielbiany przeze mnie fizyk i noblista Richard Feynman miał na naukę swój własny sposób. Jeśli się czymś podjarał zgłębiał temat na maksa starając się go zrozumieć nie zważając na to co mówią autorytety. Czasem doprowadzało go to do fenomenalnych odkryć!… które co prawda były już od dawna znane, jednak pokazywało mu to, że idzie w dobrym kierunku, i że jego rozumowanie jest słuszne. Tak bardzo różni się to od klasycznego systemu edukacji jaki znamy, w którym nie liczy się rozumienie, tylko durne stopnie i oceny. Szkoły uczą nas myślenia schematami, sposobów na zdobywanie wysokich stopni w dzienniku. Prawdziwa wiedza nie ma z tym nic wspólnego. Bo pomyśl, ilu piątkowych uczniów, których znasz ma szansę w przyszłości zdobyć nobla?

 

Photo by Tra Nguyen on Unsplash

O mnie

IMG_20170418_132cvd328_783
Troper

Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

Instagram

Instagram has returned invalid data.

Archiwum

×