Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Keep calm – i tak wszyscy zginiemy

Nie wiem czy wiecie, ale czeka nas zagłada. Nie wiem kiedy, nie wiem jak dokładnie to będzie wyglądać. Wiem tylko jedno, że jeśli nie dojdzie do RADYKALNYCH globalnych zmian już za momencik uruchomimy procesy klimatyczne, których nie będzie się już dało zatrzymać. W efekcie kilka przyszłych pokoleń może być tymi ostatnimi na tej planecie. Cieszycie się? Bo ja nie.

Kiedy naukowcy trąbią o tym, że stoimy na krawędzi katastrofy klimatycznej ludzie tylko wzruszają ramionami. Nas to nie dotyczy – mówią – przesada, kto by się tym przejmował. Zachowują się jak dzieci, które zatykają uszy śpiewając piosenkę kiedy czegoś z premedytacją nie chcą usłyszeć. Przecież nikt z nas nie ma ochoty nic zmieniać, żyje nam się wygodnie, dlaczego niby mamy rezygnować z dobrobytu? Naukowcy mówią jednym głosem, że jeżeli nie opamiętamy się w globalnej skali, wszyscy naraz, wszystkie rządy, kraje, zwykli zjadacze chleba, w niedalekiej przyszłości doprowadzimy naszą planetę do stanu, w którym nie będzie zdatna do życia. To jakby ktoś ostrzegał nas, że nie możemy wyburzać ścian nośnych naszego domu bo się zawali, a my wzruszylibyśmy ramionami wesoło wybijając młotem kolejne cegły wierząc, że jak będziemy myśleli pozytywnie nic się nie stanie, choć i tak spadający dach zgniecie nas na miazgę.

Co to są te nieodwracalne procesy klimatyczne

Te procesy, o których mówią naukowcy to zjawiska, które mogą doprowadzić do samonapędzającego się koła zmian klimatu i rozpędzającego się efektu cieplarnianego na ziemi.

Do tej pory nasza planeta funkcjonowała we względnej równowadze przez setki MILIONÓW lat. Ludzie rozchwiali tą równowagę zaledwie w jedno stulecie. Emisja gazów cieplarnianych wzrosła w tym czasie tak drastycznie, że nie można mówić już o możliwości samoregulacji klimatu. Ludzie przez ostatnie sto lat rozchwiali klimat na dobre.

Przemysł i rolnictwo

Rozwój przemysłu a wraz z nim spalanie paliw kopalnianych takich jak węgiel czy ropa, to pierwsza rzecz, która rozpoczęła proces niepohamowanej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Rozwijający się przemysł potrzebował stale rosnącej energii elektrycznej, najprostszą drogą było pozyskiwanie jej właśnie ze spalania paliw. Do dziś w wielu krajach ten proces jest na porządku dziennym. Tak samo w Polsce, która pozyskuje znaczą część energii elektrycznej, właśnie ze spalania węgla. Niestety źródła odnawialne nadal biorą tylko niewielki udział w całościowej produkcji prądu.

Rolnictwo rozrosło się znakomicie. Coraz większa liczba ludności na świecie, potrzebuje coraz więcej pożywienia. Rolnictwo odpowiada na to zapotrzebowanie. Niestety produkcja jedzenia, a zwłaszcza hodowla zwierząt prowadzi w dzisiejszej skali do ogromnej emisji metanu, drugiego obok dwutlenku węgla gazu cieplarnianego, który zgromadzony w atmosferze przyspiesza proces ocieplania się klimatu.

Poza tym przemysł i rolnictwo oprócz energii potrzebują też przestrzeni. Dochodzi do masowej wycinki lasów, które w zrównoważonym klimacie pełnią funkcję regulacyjną ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Na ludzki język. Drzewa żywią się CO2 i akumulują go w sobie. Kiedy drzewa wycinamy, wycinamy pochłaniacze CO2. A kiedy takie wycięte drewno spalimy, uwolnimy do atmosfery zmagazynowany dwutlenek węgla.

Funkcje największych regulatorów w tym procesie pełniły wielkie lasy równikowe w Ameryce południowej, Afryce, Oceanii. Dziś znaczna część tych lasów została wycięta w pień. To jakby wyciąć człowiekowi zdrowe płuco, a to które pozostało dzień w dzień katować trzema paczkami fajek. No kiedyś w końcu nie wytrzyma.

Pierwsze zamknięte koło

I tak dochodzimy do zamkniętych kół, które już się zaczęły i z każdym rokiem tylko nabierają prędkości. Znaczna emisja gazów cieplarnianych, takich jak CO2 i metan, które zatrzymują ciepło w atmosferze, podwyższając tym samym globalnie średnią temperaturę prowadzi do topnienia wielkich mas lodu na obu biegunach. No i co z tego? – mógłby ktoś zapytać. A no to, że lód i śnieg są białe i odbijają promieniowanie, a kiedy znikają zostaje ocean, który jest ciemny i chętnie pochłania energię słoneczną jeszcze bardziej się ogrzewając. Ogrzane oceany topią znacznie więcej lodu i śniegu, i koło się zamyka.

Drugie zamknięte koło

Im cieplej tym więcej anomalii temperaturowych. Latem na półkuli północnej dochodzi do ogrzewania się olbrzymich terenów Syberii, które są terenami wiecznej zmarzliny. Kiedy dochodzi do stopienia zmarzliny, wszystkie zamarznięte przed tysiącami lat roślinki, które tam zalegają, zaczynają gnić wydzielając do atmosfery… tak zgadłeś. Gazy cieplarniane – CO2 i metan. I są tego olbrzymie ilości. Gdyby cały potencjał cieplarniany wiecznej zmarzliny poszybował nagle w atmosferę, ugotowalibyśmy się w jedno lato. Im więcej zmarzlina emituje gazów cieplarnianych, tym bardziej ogrzewa się atmosfera. Im cieplej na świecie tym więcej zmarzliny się topi i gnijąc emituje kolejne.

Tutaj mapka z czwartku 13 czerwca 2019 roku. Ta temperatura notowana jest za kołem podbiegunowym!

Trzecie zamknięte koło

Wkracza czynnik ludzki. Im wyższa temperatura tym bardziej ludzie zaczną się schładzać. Domowe klimatyzatory w Polsce powoli stają się normą. Żeby wytrzymać coraz dotkliwsze upały latem trzeba będzie używać klimatyzatorów non stop. I tu rodzi się problem. Im więcej klimatyzatorów, tym większy pobór energii. Im większy pobór, tym więcej wyemitowanego z elektrowni węglowych dwutlenku węgla do atmosfery. Im więcej CO2, tym goręcej. Trzecie koło się zamyka.

Konsekwencje

W konsekwencji galopujący wzrost temperatur na ziemi może doprowadzić do tego wszystkiego co widzimy już na własne oczy. Do anomalii pogodowych, do całkowitego zaniku zim w strefie klimatu umiarkowanego. Do częstszego niż zwykle występowania niszczycielskich huraganów, tornad tam gdzie ich nigdy nie było. Do upalnych lat, olbrzymich susz, niedoborów wody pitnej, nawet tam gdzie dziś wydaje się, że jej nie brakuje.

Ale wody paradoksalnie przybędzie. Topniejące lodowce oddadzą jej tyle, że podniesie się poziom mórz i oceanów. Warto odwiedzić Holandię albo Wenecję, bo kto wie, może jeszcze za naszego życia te regiony zaleje woda.

Niemożliwość egzystowania w gotujących się (albo tych zalanych) regionach świata doprowadzić może do masowych migracji ludzi, do konfliktów zbrojnych, do poszukiwania wody. Będzie tam panował głód, a miliardy ludzi będą cierpiały z pragnienia.

Tak na przykład wygląda sytuacja na półwyspie arabskim i półwyspie indyjskim na dzień 13 czerwca 2019 roku. Obawiam się, że niedługo nie będzie można tam normalnie żyć.

Ogrzewanie się oceanów może zatrzymać prądy morskie, takie jak Golfsztrom, który kształtuje pogodę w całej Europie. Dzięki niemu Europa była przyjaznym do życia miejscem przez miliony lat. W ciągu jednego pokolenia może się to zmienić. Kiedy prąd przestanie dostarczać Europie ciepło zaczerpnięte w okolicach Karaibów, nagle z roku na rok z trzydziestostopięciostopniowych, upalnych lat temperatura spadnie do kilku-kilkunastu powyżej zera latem, a zimą nawet do -50. Europa zacznie przypominać Syberię. To bardzo prawdopodobny scenariusz.

Samonapędzający się proces ciągłego ogrzewania się planety nie zatrzyma się, nawet jeżeli wszyscy ludzie na świecie zaprzestaną emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Nic nie będziemy mogli zrobić, a w krótkim czasie nasza planeta nie będzie nadawała się do życia, dla żadnych organizmów żywych. Życie na ziemi wyginie. No może po za ekstremofilami, ale to marna pociecha.

„Będzie dobrze”

I pomyśl sobie jak się czujesz kiedy czytasz moje słowa. Pomyślałeś może, że przesadzam? Że uprawiam czarnowidztwo, że za bardzo się przejmuję? A może czujesz zlew na to, masz to w dupie bo przecież nie jest tak źle? A może brakuje mi pozytywnego myślenia? Deprecha całkiem wyjadła mi mózg?

Cóż, nie pocieszę Cię. Wszystko co napisałem ma swoje oparcie w badaniach, w rzetelnej nauce. I pozostało nam już bardzo mało czasu, żeby coś zrobić, choć moim osobistym zdaniem jest już na to za późno. Dlaczego? Bo jestem realistą. Zawsze byłem. Bo bycie realistą to patrzenie na rzeczy takimi jakie są, bez głupkowatej wiary i nadziei, że może jednak okażą się inne, że będzie dobrze. To jakby trzymać w ręce kamień i próbować go zjeść, mając nadzieję, że to może jednak taki chlebek.

Filozofia pozytywnego myślenia

Filozofia pozytywnego myślenia to jedna z wypadkowych konsumpcjonizmu, który potrzebował jej do wzrostu, do stałego podnoszenia produkcji i zysków. To fragment większej filozofii wzbudzania w ludziach potrzeb jakich dotąd nigdy nie odczuwali. Potrzeb żeby „mieć”, żeby „być” i żeby „móc” cokolwiek tylko zechcą. Amerykański styl życia stworzył wiarę w optymizm, w to, że można wszystko, wystarczy tylko chcieć, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej, na wierze w świetlaną przyszłość i w to, że zawsze będzie dobrze.

Kiedy cały świat mówi ci, że trzeba przyciskać życie do oporu jak pedał gazu, że nie ma się co martwić na zapas, że będzie dobrze i ogólnie spoglądaj tylko na tą jasną stronę życia, robisz to tak jak robią inni. Definiujesz swoje życie posiadanymi dobrami, przeżytymi przeżyciami, radosnymi chwilami, których stale chcesz więcej i więcej. I nie martwisz się, bo po co. Trzeba myśleć pozytywnie. Tak przecież mówią uśmiechnięci ludzie w telewizorze, w filmach, reklamach, tak mówią historie, które czytasz, w które wierzysz, bo powiedzieli ci, że jeśli tylko czegoś bardzo chcesz, to cały wszechświat zrobi wszystko żeby ci w tym pomóc.

Jak pozytywne myślenie robi nas w wała

Do napisania tego wszystkiego zainspirowała mnie pewna sytuacja z mojej ostatniej konfy: See Bloggers, na której miałem okazję być. Na gali rozdania nagród dla influencerów wydarzyła się idiotyczna sytuacja, kiedy to jeden z nagrodzonych instagramerów (fitlovers) zrobił na scenie spontaniczne salto i spadł na publiczność, robiąc kuku jednej z siedzących na gali uczestniczek.

I potem owy koleś tłumaczył się na swoim instastory i mówił, że strasznie mu przykro, bo okazało się, że owa kobieta doznała konkretnego urazu kręgów szyi, ale że on nie chciał, że nie może uwierzyć jak do tego doszło, bo przecież on zawsze jest taki pozytywny i tak pozytywnie myśli, i że zawsze wszystko się udaje, a tu jeb! Chciał dobrze ale nie wyszło – proza życia walnęła go prosto w twarz. Nieszczęśliwy uronił na nagraniu kilka łez, a ja doznałem oświecenia bo dotarło do mnie, że z jednej strony my wszyscy możemy cisnąć bekę z gościa, to dokładnie takimi samymi naiwniakami jesteśmy, całe siedem miliardów, chodzących po ziemi i zapatrzonych w siebie debili, którzy tak naprawdę chcą dla świata dobrze, ale im kuźwa nie wychodzi.

Zaklinanie rzeczywistości

Przechodząc do meritum tego przydługiego wywodu chciałem powiedzieć tylko, że stojąc w obliczu globalnej katastrofy klimatycznej (i nie tylko), jesteśmy jak idioci z klapkami na oczach, którzy wierzą, że jeśli będą pozytywnie myśleć to nic złego się nie stanie. Kiedy ktoś głośno mówi: „klimat wariuje, zróbmy z tym coś, bo to nie przelewki”, słychać głosy, że klimat zawsze się zmienia, że dawno temu też się zmieniał i nic się nie stało. Kiedy naukowcy tłumaczą, że fakt, kiedyś klimat się zmieniał, ale podobne zmiany, które obserwujemy od kilku dekad, dawniej postępowały przez tysiące lat, słychać głosy, że etam, na pewno nie będzie tak źle, przecież mamy czas, coś wymyślimy.

Tylko, że czasu nie zostało już wiele, a ludzkość zamiast zadbać o planetę woli spełniać swój sen o posiadaniu, byciu, i możliwościach, mając jednocześnie w tyłku to, że za chwilę nie będzie jak i gdzie go realizować. Że zamiast o posiadaniu, będziemy marzyli o szklance wody, zamiast o byciu będziemy myśleli o przetrwaniu, i zamiast zastanawiać się nad możliwościami, będziemy się zastanawiać, co by było gdybyśmy się zawczasu opamiętali.

To nasze myślenie, jest myśleniem ludzi z pierwszego odcinka serialu Czarnobyl. W dachu elektrowni dziura, liczniki poziomu napromieniowania pokazują maksa, wszędzie leży napromieniowany grafit z rdzenia, ale szefostwo elektrowni nie potrafi przyjąć do wiadomości, że doszło do wybuchu. Potykają się o dowody, widzą rozpiździaj na własne oczy, ale zaklinają rzeczywistość uważając, że jeśli wszystkiemu zaprzeczą, to wszystko będzie dobrze.

Nie będzie dobrze

Nie powiem wam, że jest dla nas nadzieja, bo tego nie wiem. Wiem jedno, że ludzkość nie jest uprzywilejowana, nie ma monopolu na istnienie. To, że zaistnieliśmy to w gruncie rzeczy wielkie, kosmiczne zrządzenie przypadków. Przypadek ukształtował naszą planetę, przypadek pozwolił zaistnieć życiu na ziemi. Przypadek stworzył dogodne warunki do wyewoluowania człowieka. Jeśli jednak przestaniemy istnieć, wszechświata to nawet nie obejdzie. Rozumny człowiek chodzi po świecie od około 100 tysięcy lat, co w porównaniu chociażby z 300 milionową obecnością dinozaurów na ziemi, jest zwykłym pierdnięciem podczas huraganu. Po dinozaurach zostały dziś tylko skamieliny. Jak więc możemy sądzić, że niszcząc naszą planetę nie zapłacimy żadnej ceny?

Warto zacząć myśleć realnie, warto zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Cóż, możecie stwierdzić, że po tym wszystkim co napisałem lepiej zamknąć się w domu, owinąć się kocem i nie robić zupełnie nic bo nie ma sensu. Ale sens jest zawsze. Choćby w tym, by walcząc o planetę, wyłuskać dla nas wszystkich jeszcze trochę czasu.

Photo by Greg Rakozy on Unsplash

O mnie

IMG_20170418_132cvd328_783
Troper

Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

Posty

Instagram

Archiwum

×