Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Instagram

    Jak odkryłem najlepszą kawę?

    Wymagania mam raczej niewielkie. Do życia jest mi potrzebne w zasadzie tylko kilku rzeczy – spokój, miłoś, cisza gdy śpię i dobra kawa. Tej ostatniej potrzebuję szczególnie w okolicach południa, żeby się turbodoładować na resztę dnia. Mimo że pobudzającą kofeinę znajdziemy w byle energetyku, to kawę czczę jak boską ingerencję na ziemi. Zwłaszcza kawę, którą odkryłem nie tak znów dawno. Kawę, która przyszła do nas wraz z trzecią falą kawy, smakującą jak najlepszy napój pod słońcem.

    Jak zacząłem pić kawę

    Kawa to jedna z tych rzeczy, której smaku nie da się od tak polubić, trzeba się go po prostu nauczyć. Ale kiedy już się go nauczymy, zostaje z nami na zawsze, bo taka relacja, w której przywiązujesz się powoli, trwa potem do końca życia.

    Kawę nauczyłem się pić kiedy zacząłem chodzić do pracy. Wczesne wstawanie nie sprzyjało przytomności, powoli więc do swojego rytmu dnia dodawałem poranny kubek Neski. Nie żeby mi jakoś wybitnie smakowała. Chodziło o dawkę pobudzającej kofeiny. I przez rok, może dwa, była to jedyna kawa jaką piłem.

    Później zdarzyło się, że kolega w pracy zrobił mi kawę sypaną, tak zwaną „zalewajkę”. I żeby kolegi nie obrazić, pierwszy raz w życiu spróbowałem tego tajemnego specyfiku, który wydawał mi się wtedy jakąś totalną ohydą. Jednak po pierwszym łyku zrozumiałem, że ta prawdziwa kawa ma w sobie coś niesamowitego. Jakiś daleki posmak mocy i łagodności, który wdrukował mi się w mózg już na zawsze. Od tamtej chwili, moja kawowa przygoda rozpoczęła się na dobre, by co jakiś czas wspinając się na kolejny szczebel.

    Kawowa dusza

    Kiedyś myślałem sobie, że taka kawa z ekspresu ciśnieniowego to najwyższa półka kawowego luksusu, że malutkie espresso choć wykręcało mi twarz, jest najwybitniejszym kawowym specyfikiem, a wszystkie inne mogą mu tyko buty czyścić. Wtedy bardzo lubiłem kawy na espresso, zwłaszcza cappuccino z mleczną pianką. Pamiętam jak dawno temu, gdy byłem jeszcze dzieckiem w sklepach pojawiły się rozpuszczalne „kawy” a’la cappuccino. To były lata 90. i wszyscy dostawali na te „kawy” szału pipy. Moje pierwsze spotkanie z prawdziwym cappuccino było jak nawrócenie, po którym bijesz się w pierś błagając boga kawy, żeby ci wybaczył świętokradztwo jakiego się bezmyślnie dopuszczałeś.

    Mijały jednak lata i ta moja miłość do kawowych napojów dość mocno się wypaliła. Szukając tego nieosiągalnego smaku kawy, który w sobie nosiłem przestałem używać mleka i innych zabielaczy, przestałem słodzić, lecz kawa nie powodowała już efektu wow jakiego szukałem. Sięgałem po kawy z sieciówek, ale i w nich nie było tego czegoś co błąkało mi się po głowie jako obietnica poznania prawdziwej kawowej duszy. W efekcie praktycznie przestałem kawę pić. Aż do momentu…

    Przewartościowanie

    Na blogu u Bereniki – lepiejmyslec.pl, trafiłem na przepis na kawę z drippa. Przyznam się szczerze, że wcześniej nie miałem pojęcia o tym wynalazku. Ciekawość wzięła górę i zamówiłem sobie dripper i filtry, i był to pierwszy krok na zupełnie nieznanej ziemi doskonałą kawą płynącej. Od zamówienia drippera wkręciłem się w temat alternatywnych metod parzenia kawy. Pochłaniałem informacje o ziarnach, o sposobach mielenia, o fantastycznych kawowych wynalazkach, o których nie miałem pojęcia, o chemaxach, aeropressach, filtrach, syfonach, ręcznych młynkach i konewkach.

    Prawdę mówiąc, chociaż uważałem się za kawosza, zrozumiałem jak wielkim byłem w tej kwestii ignorantem. Bo przecież czy miało dla mnie znaczenie jakich ziaren użyto do paczkowanej kawy w zielonym opakowaniu, którą kupowałem? Ani trochę. Albo w jaki sposób się ją wypala? Nie miałem nawet pojęcia co to takiego. I to właśnie w tamtym momencie odkryłem kawę na nowo!

    Trzecia fala kawy

    Mówi się, że były już dwie fale kawy w Polsce. Pierwsza fala kawy, to moment gdy w czasach transformacji ustrojowej kawa z dobra luksusowego i trudno dostępnego weszła pod strzechy i stała się codziennością. To złoty czas fusiastej zalewajki i rozpuszczalnej Neski. To czas dobrobytu, który spłynął do nas z zachodu i przyniósł kawową codzienność.

    Druga fala zaczęła się gdy wraz z zachodnimi ideami przyszła do Polski moda na espresso, i wszelkie kawy robione na jego podstawie. Druga fala oczekiwała od kawy więcej niż gorzkiego posmaku fusów. Kawa wyszła z domów i zadomowiał się w kawiarniach, sieciówkach, papierowych kubkach.

    Trzecia fala kawy zaczyna się własnie teraz, wraz z wkroczeniem alternatywnych metod parzenia, ziaren najwyższej jakości z różnych zakątków świata, powstawaniem małych palarni, którym daleko do przemysłowego podejścia kawowych gigantów. Trzecia fala przyniosła też wiedzę o kawie, wiedzę o rejonach, w których się kawę uprawia, o sposobach zbioru, suszenia i palenia kawy. Ale także wiedzę o smaku, który jest wypadkową wszystkich tych rzeczy. I przyznam się wam, że nigdy dotąd kawa nie smakowała mi tak bardzo jak teraz, gdy bogatszy o wiedzę, nie tylko wiem co wybrać, ale też jak to zaparzyć, żeby wydobyć z kawy dokładnie to, czego od tak dawna szukałem!

    Kwestia smaku

    Kiedyś myślałem, ze kawa po prostu musi być gorzka, tak żeby wykręcała twarz. Wmawiałem sobie, że właśnie taka mi smakuje najbardziej, choć nie smakowała wcale, ale jak się człowiek uprze, to się przecież sam do wszystkiego przekona.

    Pierwsza kawa z drippa, którą piłem, była cudownie łagodna, pełna treści i smaków, o których nie posądziłbym żadnej kawy. A tu niespodzianka, dobra kawa potrafi smakować owocami, dobra kawa może mieć w sobie aromat czekolady, whisky. Może mieć posmak truskawek, cytrusów, albo karmelu! I nie są to żadne sztuczne aromaty, tylko naturalna właściwość ziaren, które pod różnymi szerokościami graficznymi nabierają wyjątkowych walorów smakowych. Dzięki wodzie, słońcu i glebie na których rosną, ale także dzięki odpowiedniemu paleniu, które wydobywa z nich całą esencję. Ten zupełnie nowy, nieprawdopodobnie bogaty smak kaw z najdalszych zakątków świata był moim objawieniem, i najlepszym co mnie w kawowej przygodzie spotkało.

    Dlaczego więc w kawach ze sklepowych półek jakoś tego wszystkiego nie czuć? Wynika to z procesów obróbki kawy jakiego używają producenci kawy, by sprzedać jej jak najwięcej, jak najbardziej ograniczając koszty. Ziarno w tych kawach to zwykle odpad, ziarna złej jakości, ziarna odmiany robusta, która jest od arabicy łatwiejsza w uprawie, lecz także gorsza w smaku, dająca kawie gorzki posmak. Żeby ukryć niedoskonałości ziaren i jak najbardziej ujednolicić ich smak, pali się ziarna niemal na węgiel. A zwęglona kawa ma zawsze taki sam smak, niezależnie od tego, z jakich jest ziaren – gorzki, cierpki i płaski.

    Przemysł ograniczając koszty podsuwa nam najczęściej produkty wątpliwej jakości. Buble zapakowane w ładny papierek, śmieci z perfekcyjnym marketingiem. I nie dotyczy to tylko kawy. Dotyczy to wszystkich produktów – mleka, serów, soków, chleba, mięsa, herbat i wielu wielu innych. Trzeba mieć nie lada łeb, żeby się w tym wszystkim połapać, ale mimo wszystko warto zacząć świadomie podchodzić do wyboru żywności, i to nie tylko ze względu na zdrowie, ale też na walory smakowe, które biją na łeb wszelkie przemysłowe ulepszacze smaku.

    ***

    Nie jestem jakimś kawowym faszystą. Nawet teraz, kiedy poznałem smak na przykład kenijskich arabik jakości speciality z chemexa, albo pobudzającego cold brew, nadal piję kawę na wszystkie możliwe sposoby i nie mam z tym problemu. Najważniejsze jest jednak wybranie odpowiedniego ziarna i przygotowanie go z należytym mu szacunkiem. Picie takiej wyjątkowej kawy, nad którą się napracowano, którą odpowiednio wyselekcjonowano i dobrze wypaliło by była po prostu najlepsza, jest moim codziennym rytuałem godzin południowych.

    W tym wszystkim najważniejsza była ciekawość i chęć zrozumienia. Moje nauczenie się kawy to tylko pretekst żeby powiedzieć wam, że należy się uczyć całe życie, że należy odkrywać, pytać i ciekawić światem, bo nawet taka głupia kawa i zgłębienie jej tematu, może dać ogromną radość i pchnąć życie na zupełnie nowe wody!

    Photo by Nathan Dumlao on Unsplash

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Posty

    Instagram

    Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.

    Archiwum

    ×