Odwiedź mój kanał na YouTube


Najnowsze posty


slow life

Jesienne slow



Stay Connected

Instagram

    Jesień to czas na zmiany

    Jesień od zawsze kojarzyła mi się z nieuchronnym końcem. Koniec lata, koniec wakacji, koniec jasnych i długich wieczorów. Zieleń drzew zaczyna rdzewieć, wiatr szarpie za włosy, chłód wygania do domów lub wszędzie tam gdzie można przeczekać uparcie chujową pogodę. Czas pożegnać się ze słońcem, ciepłem i gwarantowanymi +20 stopniami Celsjusza. Wieczornymi rozmowami przy piwie nad rzeką, leżeniem na trawie z książką w centrum miasta, z najlepszymi lodami z Kolorowej. Tak właśnie dla mnie jesień zawsze wyglądała. Jak koniec wszystkiego co w roku najlepsze.

    Ten koniec wpędzał mnie w nostalgię. Lecz nie taką jak u Taco Hemingwaya, tylko w ten jej specyficzny rodzaj, który każe szukać sposobu jak tu bezkarnie zapaść w sen zimowy na najbliższe pół roku. Jesień była granicą, za którą ciągnęła się już tylko wieczna ciemność, ziąb i szczękanie zębami. Jasna strona mocy przegrywała z ciemną. Na amen! Tylko, że tkwiąc w nostalgii musiało rzucić mi się na oczy, bo kompletnie nie zauważałem pewnej cholernie ważnej rzeczy, że każda jesień jaka mi się do tej pory przytrafiała, przynosiła najbardziej fundamentalne zmiany w moim życiu.

    Zmiany

    To co odróżnia dla mnie jesień od innych pór roku, to jej paradoks. Bo niby koniec, a jednak jakiś początek. I to zawsze początek nowego życiowego rozdziału, od tych oczywistych zaczynając, jak początki nowych szkół czy studiów, po te mniej oczywiste jak zmiany stanowisk w pracy, które zdarzały mi się zawsze we wrześniu. To jesienią wyprowadziłem się z domu i zamieszkałem w Poznaniu, kilka lat później również jesienią zmarł mój ojciec.

    Tych zmian było zresztą znacznie więcej. Coś się kończyło, coś zaczynało. Paradoksalnie choć najmniej lubiana przeze mnie pora roku, jesień była czasem, który popychał moje życie do przodu. Czasem spokojnym pchnięciem, czasem turbo odrzutem, jak zeszłej jesieni, dokładnie rok temu, gdy przytrafiło mi się załamanie nerwowe, wywracające życie na głowę.

    Nowy początek

    Ten wpis to taki trochę rachunek sumienia. Nie wiem czy macie podobnie, czy jesień również dla Was jest takim nowym początkiem, a może nowy początek przychodzi do Was kiedy indziej? W nowych początkach dobre jest to, że nie można się spodziewać co nam przyniosą. Wszystko jest jedną wielką niewiadomą.

    Ja się jednak tych nowych początków zawsze obawiałem. Gdzieś pod skórą czułem lęk przed zmianą, przed tym co mnie czeka, bo skoro nie wiem czego się mogę spodziewać, spodziewałem się najgorszego. Czy słusznie? Oczywiście że nie.

    Nie chcę zabrzmieć jak kołczowa mądrość ze wstępu do motywacyjnego kalendarza, ale zmian wcale nie trzeba się bać. Bo kiedy szykuje się coś nowego, to jest szansa to wykorzystać, żeby się dzięki temu czegoś nowego nauczyć, żeby naprawić stare błędy, ale przede wszystkim postarać się być lepszym człowiekiem. Czego sobie i wam życzę.

    Photo by Randy Jacob on Unsplash

    Podobne posty

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Instagram

    Archiwum

    ×