Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Instagram

    Jak zakończyłem mój najdłuższy związek

    Kiedyś miałem telewizor, ale już od dawna go nie mam. Wywiozłem go do garażu i sam nie wiem co się teraz z nim dzieje. Kiedyś była między nami więź, tworzyliśmy związek pełen wspólnej zależności, do czasu kiedy powiedziałem dosyć i zakończyłem naszą relację. Było ciężko, nie powiem. Po wszystkim zrobiło się jakoś pusto, nieswojo. Czułem się jakbym stracił coś ważnego, co wypełniało swoją nieprzerwaną obecnością mój mały świat. Nagle zaległa cisza, w której nie było już nic co dodałoby mi otuchy.

    W moim domu rodzinnym było tak, że telewizor grał przez cały czas. Do śniadania, do obiadu, do kolacji i na dobry sen. Na co dzień i od święta, przy Wigilii i rodzinnych spędach. Nawet wtedy kiedy nikogo w pokoju telewizyjnym nie było. Wesoło ciągnął prąd i roztaczał w mieszkaniu czarodziejską aurę nieuchwytnej obecności.

    telewizor

    Telewizor mój kochany

    Muszę przyznać że telewizor mnie wychował. Chyba każdy, kogo dzieciństwo przypadało na lata 90. tak miał. To były czasy gdy dzieciaki wychowywały się na podwórku, z kolegami lub właśnie przed telewizorem pochłaniając seriale z Polonii 1 i Polsatu. Były kasety video i setki filmów o walczących ze sobą antagonistach, o ratowaniu świata, o pojedynkach w których zawsze wygrywało dobro. Przeżywaliśmy przygody, wzruszenia, wiązaliśmy się z bohaterami filmów na całe życie. Telewizor był przy mnie każdego dnia kiedy dorastałem, kiedy zaczynałem i kończyłem szkołę, kiedy się wreszcie z domu rodzinnego wyprowadzałem i gdy zamieszkałem na swoim.

    Wziąłem go ze sobą, ten własny z mojego pokoju, przy którym lubiłem siedzieć nawet gdy nic ciekawego w telewizji nie było. Kiedy musiałem zająć się czymś innym wyłączałem dźwięk i pozwalałem mu grać, migać do mnie kolorowymi obrazami. Ja się bardzo w te kolorowe obrazki lubiłem wgapiać, zwłaszcza w programy różne, w których tańczono albo śpiewano, albo w te, w których trzeba było być mądrym, i odpowiadać na trudne pytania. A gdy oglądnąłem to wszystko, to z braku laku oglądałem później powtórki, i choć znałem niektóre programy już na pamięć, wgapiałem się w telewizor dalej, bo jakoś nie umiałem przestać.

    Wiecie jak to jest. Wracacie do domu styrani po pracy, włączacie gadające pudełko i jakoś tak od razu się raźniej na duszy robi. Jakoś tak mniej pusto i bardziej przytulnie. Wreszcie można zasiąść i zrelaksować się bo na Polsacie akurat dają „Chłopaków do wzięcia”.

    program tv

    Telewizor nie kochany

    Coś się jednak między nami zaczęło psuć. Nie był to nagły kryzys, a raczej długi proces. Już nie patrzyłem w niego z taką gorliwością jak kiedyś, ba zdarzało się nawet, że zapominałem go włączyć, a kiedy nawet włączałem czułem rosnącą we mnie obojętność. Bo to jest tak, że w związku pojawia się kryzys, kiedy przestajemy się zaskakiwać. Wydawać by się mogło, że ja i telewizor będziemy ze sobą zawsze, że będzie przy mnie w chwili pocieszenia, w momentach smutku i radości, że jego migający obraz nigdy dla mnie nie zgaśnie. Lecz ten związek stał się uciążliwy jak słuchanie na każdym rodzinnym spędzie wciąż tego samego dowcipu wujka Henia, po którym masz ochotę puścić pawia.

    To, że w telewizji nie ma nic do oglądania wie każdy, nawet ten który ma tysiąc kanałów w kablówce w tym dwadzieścia kodowanych. Bo telewizja zaczęła zjadać swój własny ogon. Próbując za wszelką cenę przyciągnąć widza, obniżyła standardy do poziomu mułu w rzece. Przecież dziś telewizja ma trafiać do wszystkich, ale jak to głosi ludowa mądrość: jak coś jest do wszystkiego, to jest do dupy.

    film na telewizorze

    Ale jak to jest że mimo tego wszechobecnego szajsu, który serwują nam programy każdego dnia, tych wojen magazynowych, kuchennych rewolucji, tańców z gwiazdami, paradokumentów o dramatach idiotów, w kółko zapętlonych informacji, dla świętego spokoju nie wypieprzymy zwyczajnie odbiorników przez okno?

    Szczerze się wam do czegoś przyznam, bo najbardziej traumatycznym przeżyciem dzieciństwa był pamiętny tydzień kiedy zjarał się nasz telewizor. Przez okrągły tydzień cała rodzinka była jak zombie, kręcąc się bez celu po chacie jak pijane muchy. Pustka była tak wielka, że jak mnie wtedy zaczęły nachodzić egzystencjalne pytania o sen życia, to do dziś mi zostało. Największy koszmar pierwszego świata, jest jak się zapomni przelew do energetyki zrobić i wąsaty pan wykręci korki przed chatą. Bo wtedy robi się cholernie cicho i jedynym głosem, który w tej ciszy zaczyna być słychać, to nasze własne myśli.

    Nasz własny głos w głowie stale do nas mówi, stale coś szepcze i zwraca uwagę. Każdy go ma, to nasze sumienie, intuicja, podświadomość czy jakkolwiek to zwać. Lecz jeśli to co mówi jest nam nie w smak, jeśli nas boli, uwiera albo przyprawia o lęki, najchętniej chcielibyśmy go wtedy zagłuszyć. Największym wyzwaniem jest stanąć z tym głosem twarzą w twarz, zmierzyć się z myślami, dać sobie szansę zrozumieć o co nam tak naprawdę chodzi. Lecz żeby to zrobić potrzeba ciszy, której nic nie rozprasza, a nic nie rozprasza jej bardziej, niż cholerny, grający telewizor.

    ***

    Grafika: Joe Flintham flickr.com

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Posty

    Instagram

    Archiwum

    ×