Odwiedź mój kanał na YouTube


Najnowsze posty


slow life

Jesienne slow



Stay Connected

Instagram

    Jak zostać hipochondrykiem – praktyczny poradnik

    No cóż. Historia moich neuroz jest długa i poplątana jak fabuła „Mody na sukces”. Głowę miałem od zawsze powypełnianą głupimi lękami, które wytrwale hodowane, rosły w niej sobie bez większych przeszkód. Mam więc w niej całkiem pokaźny ogródek pełen takich właśnie chwastów i wszelkiego rodzaju tałatajstwa, który z umiarkowanymi sukcesami staram się obecnie posprzątać.

    Z tym sprzątaniem to jednak nie tak łatwo wcale, bo mimo że ogródek zachwaszczony, to jednak chwasty pięknie wyrosły. Może i są trochę koślawe, powykręcane i ostowate, ale i tak przyjemniejsze od zwyczajnej kapusty. A przecież nudnej kapusty to nikt w głowie hodować nie będzie!

    Grządka pełna hipochondrii

    Jest w głębi mojego mentalnego ogródka taka mała grządeczka, nad którą trochę się napracowałem. Nie żebym chciał. Zarosła raczej przez zaniedbanie, lecz co gorsza ja tą grządkę pełną chwastów całkiem często z głupoty podlewałem. I nie wiedząc kiedy chwasty wyrosły tak wysoko, że w pewnym momencie zasłoniły mi cały krajobraz.

    Ja wiem, że metafory wiele ludziom nie mówią i nie do wszystkich trafiają, a ja tu takim rozmetaforyzowaniem plotę trzy po trzy, ale co poradzić kiedy właśnie coś takiego pięknie obrazuje to, co chcę wam powiedzieć. Bo z hipochondrią jest właśnie tak, że jak coś w sobie zaniedbasz, to dajesz szansę by na takim zaniedbanym gruncie zasiały się lęki. Jednak najgorzej zrobisz gdy z wytrwałością fakira zaczniesz te lęki nawozić i hojnie podlewać.

    I w tym miejscu będzie mi bardzo miło przedstawić wam najlepsze nawozy, na których hipochondria całkiem bujnie rośnie i daje spore plony w postaci psychosomatycznych dolegliwości, czyli takie, których w rzeczywistości nie ma, ale mimo wszystko dają całkiem realne objawy. Zaręczam, są to sprawdzone metody, więc nie mitrężąc więcej zapraszam do ich szczegółowego omówienia.

    Nawozy dla neurozy:

     

    Pogaduchy o chorobach

    Kto nie lubi sobie czasem ponarzekać na zdrowie? A to gdzieś coś strzyka, a to coś tam boli, a to kaszel, a to sztywnienie karku albo ordynarna sraczka. A najlepiej jak spotka się drugiego takiego, to można o chorobach gadać nawet i do nocy. Takim dyskusjom warto nadać pikanterii, podbić stawkę, rozpocząć licytację. Ktoś ci mówi „boli mnie kolano”, a ty na to że „to jeszcze nic, ja miałem proszę ja ciebie, operację łękotki na żywca, i siedem śrub w nodze”. Ważne jest w tym, by swoją dolegliwość nosić jak medal na piersi, bo to przecież uszlachetnia, dodaje wartości, a nic tak przecież nie podnosi na duchu jak świadomość, że cały świat zna nasze zmagania się z podłym losem.

    Nawet katar może zabić!

    Każda choroba może być śmiertelna, należy o tym pamiętać, mieć to zawsze z tyłu głowy, bo nawet jeśli coś dolega nieznacznie, to dolegać może ostrzegawczo. Coś w boku zakłuje? To może być pierwszy symptom jakiegoś tragicznego w skutkach zespołu skurczy jelita grubego albo wstrętny wrzód żołądka grożący perforacją i wylaniem treści do otrzewnej. Nigdy nic nie wiadomo bo choroby bywają podstępne, i nawet jeśli nagle nam się zdrowie polepsza, to wcale nie musi być dobry znak, bo jak głosi porzekadło – poprawia się przecież przed śmiercią.

    Jak trwoga to do Google

    Na szczęście najszybszą możliwą diagnozę postawi nam doktor Google. Podsunie najbardziej prawdopodobną diagnozę. Wystarczy ograniczyć się do pierwszych pięciu wyników wyszukiwanego schorzenia. W końcu zaawansowane algorytmy wyszukiwarki nie są takie głupie. Powiedzą prawdę jak nic, w przeciwieństwie do tych lekarzy konowałów, którzy by tylko kasę brali, a na leczeniu wcale się nie znają. A już największą kopalnią wiedzy są internetowe fora, można tam dowiedzieć się wszystkiego czego chcemy od ludzi takich jak my, bo kto nas lepiej zrozumie niż inny cierpiący?

    Coś boli? – na pewno rak

    Tu wesprę się przykładem ze swojego życia. Wpisałem raz frazę – „boli mnie brzuch co to może być?”. Diagnoza z Google zmroziła mi krew w żyłach. Niby nie powinna, niby przyzwyczajony już byłem do najgorszego, bo najgorsze zawsze biorę pod uwagę jako pierwsze, ale nowotwór flaków brzmiał totalnie strasznie. Jakaś gruda zdziczałego mięsa wpieprzająca moje wnętrzności! To mną trochę wstrząsnęło. W głowie już układałem scenariusze, w których wlewają we mnie chemię, naświetlają, a ja żegnam się z rodziną i przyjaciółmi, spisuję testament, umieram. Bóle od czasów diagnozy stały się nawet większe, bardziej dokuczliwe i wyniszczające, straciłem apetyt, zacząłem chudnąć. W końcu poszedłem do lekarza, bo skoro rak, to trzeba wziąć się w garść i zacząć go jakoś leczyć. Tam zlecono mi pełną diagnostykę łącznie z USG, kolonoskopią i po zebraniu dokumentacji okazało się, że… gówno mi jest, że jestem zdrów jak ryba. I tamtego dnia cudownie uleczony z któregoś tam z rzędu raka, poszedłem do domu wkurzony na samego siebie, że się tak sam sobie za każdym razem daję wpuścić w maliny. I dopiero wtedy, gdy przyszło to mentalne przesilenie, coś we mnie pękło i zrozumiałem, że na te moje ciągłe lęki, na te wymyślone choroby i całkiem realne dolegliwości, muszę poszukać jakiegoś rozwiązania, bo jedyną chorą rzeczą we mnie jest moja głowa.

    ***

    Oczywiście bierzcie ten poradnik z przymrużeniem oka, bo do stania się hipochondrykiem wcale was nie namawiam. To bardzo straszna rzecz, która potrafi całkiem mocno popieprzyć życie. Lecz jeśli ktoś z was czuje, że ma z tym problem, żyje w lęku przed ciągłym zagrożeniem tkwiącym wewnątrz ciała, niech nie boi się zasięgnąć pomocy. Nie bójcie się pogadać o problemie z kimś mądrzejszym, kto ma w takim omawianiu lęków sporą praktykę.

    Z własnego doświadczenia wiem, że z hipochondrii można się wyleczyć, trzeba też jednak dużego samozaparcia i autorefleksji. Należy się pilnować, by nie wpaść w błędne koło zdradzieckich lęków, które mogą nam tylko utrudnić życie. A żeby zacząć, nie trzeba wcale tak wiele, tylko te moje przytoczone sposoby na hipochondrię, wziąć i stosować się do nich na opak.

    Podobne posty

    Maniac

    Maniac

    Październik 21, 2018

    Jak przekuć wady w zalety?

    Sierpień 19, 2018

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Instagram

    Archiwum

    ×