Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Instagram

    Cywilizacja depresji

    Tak się składa, że spotykam ostatnio depresję na każdym kroku. Nie żebym jej szukał, ona po prostu jest już wszędzie. Spotykam ją u dobrych ludzi, których bezczelnie dopadła, spotykam w zasłyszanych rozmowach, w artykułach i książkach. Jakiś czas temu znalazłem ją również w sobie. Depresja jest jak zmutowany wirus, który wdarł się do naszego cywilizacyjnego krwiobiegu, powoli dopadając jedną osobę po drugiej.

    Depresja depresji nierówna

    Chodzi o to, że ostatnio uderzyło mnie jak wiele osób zmaga się z tą chorobą. I to osób, o których nigdy nie powiedziałbym, że mają, bądź miały z tym problem. To na pewno dlatego, że coraz więcej osób przestaje się wstydzić i głośno mówi o swojej depresji. Myślę, że dzieje się tak dzięki większej świadomości problemu. Depresja, jak również inne schorzenia psychiki, powoli przestają być tematem tabu, przestają kojarzyć się z wariactwem itp. i coraz więcej ludzi akceptuje fakt, że depresja nie jest tylko jakimś tam smutkiem, a złożoną chorobą, która nieleczona może prowadzić nawet do śmierci.

    Depresja jednak nie jest jednym schorzeniem. Jest raczej zespołem różnych zaburzeń, prowadzących w konsekwencji do stałego obniżenia nastroju. Ma też różne nasilenie, bo można z nią w miarę dobrze funkcjonować przez lata, niekoniecznie mając o niej pojęcie, a może też dopaść nagle, bez zapowiedzi i pogrążyć człowieka w najczarniejszym dole jaki jesteście sobie w stanie wyobrazić. Depresja depresji nierówna i dlatego tak ciężko ją zdefiniować, zrozumieć i skutecznie leczyć. Bo to, co pomoże jednemu, wcale nie musi pomóc innym. Depresja ma to do siebie, że czynników jej wystąpienia jest strasznie wiele, a co najgorsze wiele jest jeszcze nawet nieodkrytych.

    Choroba cywilizacyjna

    Nie da się ukryć, że depresja jest chorobą cywilizacyjną, chorobą naszych czasów. Skala jej występowania przypomina jakąś totalną epidemię. Przyjmuje się, że około 10% wszystkich ludzi na świecie, doświadczyło przynajmniej raz w życiu epizodu depresyjnego, lecz mogą to być wartości dość mocno niedoszacowane. Problem z każdym rokiem narasta. Według WHO w najbliższej dekadzie depresja może stać się najbardziej powszechną chorobą ludzkości, wyprzedzając bóle kręgosłupa, anemię i choroby płuc. Dla mnie te ekspertyzy są przerażające pokazują bowiem, że coś z tym światem jest cholernie nie halo, skoro żyjąc coraz lepiej, z każdym rokiem czujemy się coraz gorzej.

    Wiele przyczyn

    Depresja jest tak złożoną dolegliwością, że kiedy zacząłem interesować się jej przyczynami, mój mózg zagotował się od nadmiaru informacji na ten temat. Złożona dolegliwość posiada szalenie złożone przyczyny – jedne mniej, inne bardziej znaczące, ale nigdy nie wiadomo, która z nich może okazać się wyzwalaczem, który pogrąży nas w czarnej dupie. Myślę, że warto takie przyczyny poznać, bo świadomość ich nie zaszkodzi, a może zwyczajnie pomóc.

    Chciałem uporządkować je w miarę sensowny sposób, ale jednocześnie jestem świadomy, że w tym co napisałem jest dużo uproszczeń. Ale nie przedłużając lecimy z tym koksem.

    Cywilizacja depresji

    Ostatnie 100-200 lat było gigantycznym skokiem w rozwoju ludzkości. Nigdy wcześniej przez tak krótki okres nie zmieniło się tak wiele. Rewolucja przemysłowa zapoczątkowała ogromne zmiany w funkcjonowaniu społeczeństw. Rozwijający się przemysł otworzył drogę do powstania społeczeństw kapitalistycznych, a te z kolei wymogły diametralną zmianę stylu życia. Ludzie masowo zaczęli przenosić się do miast, powoli zaczęli tracić kontakt z przyrodą, którą zastępowano wszechobecnym betonem. Funkcjonowanie w ogromnej masie ludzkiej, bombardowanej zewsząd bodźcami, rozwijającym się rynkiem reklamy itp nie pozostawało bez wpływu na samopoczucie jednostki. Zmuszanie do pracy przez długą i ciągłą ilość czasu – 10, 12, a nierzadko nawet 16 godzin na dobę, było olbrzymim obciążeniem dla zdrowia, tak fizycznego jak i psychicznego.

    A potem wraz z rozwojem kapitalizmu, nastąpił rozwój konsumpcjonizmu i materializmu. Pogoń za posiadaniem, za pieniędzmi, dobrami przeobraziła się w potrzebę konsumowania coraz większej ilości rzeczy i wrażeń. Konsumpcjonizm stał się lekarstwem na wszystkie problemy. Jesteś smutna? Kup nową sukienkę! Zły dzień? Idź do kina, albo kup kubełek lodów! Każdy problem można tak łatwo rozwiązać! Wystarczy kupić i sprawić sobie tym przyjemność. Zaczęło liczyć się szybkie i łatwe rozwiązywanie problemów, zapominając zupełnie o tym, że niektóre problemy potrzebują zupełnie innego podejścia.

    W ciągu tych niecałych dwóch stuleci człowiek musiał przestawić się na zupełnie nowy styl życia. To okropnie krótki czas, biorąc pod uwagę historię całej naszej cywilizacji. Mimo że człowiek jest niezwykle elastycznym stworzeniem, nasza natura zmienia się powoli. Jesteśmy ewolucyjnie niedostatecznie przygotowani do wrzucenia w wir tych wszystkich, szalenie szybkich i intensywnych zmian, a pogłębiająca się zewsząd depresja była i jest tego ubocznym efektem.

    Zmiany społeczne

    Gdyby spojrzeć z dystansu na historię, i przez dzieje ludzkości wyrysować wykres, na którym biegnąca linia wskazywałaby społeczne zmiany, przez setki lat linia ta falowałaby spokojnie, aż do naszych czasów kiedy poszybowała by w górę jak szalona. Modele społecznych zachowań, stałe przez setki lat, uległy nagle totalnej zmianie, zwłaszcza w ostatnich czasach.

    W pewnym momencie nastąpiło odwrócenie się od tradycji i religijności, które nakazami i obowiązkami wytyczały klarowną ścieżkę, po której człowiek mógł iść przez życie. Osłabieniu uległy też więzi społeczne. Kiedyś rodzina była trwała, zaspokajała też większość potrzeb społecznych jednostki, dziś więzy rodzinne są znacznie bardziej kruche, a na porządku dziennym są rozpady małżeństw. Człowiek mający dawniej w rodzinie oparcie, dziś tego oparcia najczęściej już nie posiada.

    Życie bez celu

    Trudno uwierzyć, ale jeszcze nie tak dawno nikogo nie obchodził samorozwój, dążenie do samorealizacji itp. Jednostka skupiona była na zapewnieniu bytu sobie i swojej rodzinie, na pracy, od której zależało przetrwanie. Dziś gdy byt mamy zapewniony niejako z automatu, gdy łatwo możemy zaspokoić potrzeby materialne, człowiek wpada w pewnego rodzaju dysonans. Bo z jednej strony dostatnie życie nie wymaga od nas wielkich nakładów pracy, ale z drugiej zaczyna brakować nam celu życia.

    Życie bez nadrzędnego celu, któremu możemy się podporządkować (jakim kiedyś było zwyczajnie przeżycie każdego kolejnego roku) przypomina błąkanie się we mgle. Możliwości jakie stoją przed nami są największe w całej historii ludzkości, jednak ich liczba totalnie nas przytłacza, bo skonstruowani jesteśmy tak, by przyjmować los jaki na nas spada, niż wybierać z nieskończonej liczby możliwości.

    Do tego wszystkiego dochodzi rozczarowanie życiem. Jesteśmy zewsząd bombardowani hasłami, że wystarczy chcieć by życie było cudowne, że możemy wszystko, że nie ma ograniczeń, ale przecież to się ma do prawdziwego życia, jak grabie do zamiatania. Łatwo jest ulec złudzeniu, że to kołczowe pieprzenie jest prawdą objawioną i oczekiwać, że życie musi się dzięki niemu cudownie zmienić. Takie wielkie oczekiwania przynoszą jednak jeszcze większe rozczarowania. A mało co jest tak dobrą pożywką dla depresji, jak rozczarowanie życiem i sobą.

    Osobowość

    Osobowość również ma wpływ na prawdopodobieństwo wystąpienia depresji. Osoby wrażliwe, introwertyczne, które bardzo szybko ulegają przebodźcowaniu, są znacznie bardziej narażone na jej wystąpienie niż inni. To jaką dysponujesz wrażliwością wewnętrzną ma wielki wpływ na to jak się czujesz. Zbyt wielka stymulacja powoduje dyskomfort i stres, który występując długotrwale może rozwinąć się w nerwicę albo w depresję.

    Życie wewnętrzne czyli co siedzi w jelitach?

    Bardzo ciekawym aspektem w poszukiwaniu przyczyn depresji są badania, które wskazują na związek występowania zaburzeń depresyjnych u osób z problemami trawiennymi. Okazuje się bowiem, że zmiany w naszej florze bakteryjnej zamieszkującej jelita, mogą bezpośrednio przyczyniać się do długotrwałego obniżenia nastroju, a nawet depresji. Bakterie jelitowe są takim naszym dodatkowym narządem, który ciężko pracuje rozkładając nierozkładalne przez organizm cząsteczki pożywienia, dzięki czemu dostarczają nam ogromną ilość witamin i mikroelementów, których w inny sposób przyswoić nie potrafimy.

    Flora bakteryjna nie jest jednak stała i w przypadku przyjmowania antybiotyków, może zostać drastycznie zredukowana. A że przyroda nie znosi próżni, bakterie po jakimś czasie się namnażają, wypełniając przestrzeń jelit. Nie wszystkie jednak szczepy bakterii są tak samo pożyteczne, może się bowiem okazać, że zaczyna brakować nam bakterii, które odzyskiwały dla nas z pożywienia potrzebne witaminy, bo inne zajęły ich miejsce, i tych witamin zaczyna nam w konsekwencji brakować. Niedobór takiej na przykład witaminy B12 powoduje między innymi znaczne obniżeniem nastroju.

    Rola jelit w naszym organizmie jest naprawdę ogromna i polecam każdemu poczytać sobie o tym w książce: Historia wewnętrzna. Jelito – najbardziej fascynujący organ naszego ciała

    Geny

    Depresja może lecz nie musi być dziedziczona. Jednak u osób, których rodzice chorowali na depresję, prawdopodobieństwo jej wystąpienia wzrasta od 15-30%. Skłonność nie oznacza że taka osoba napewno zachoruje, jest to jednak bardziej prawdopodobne niż u osób, u których w rodzinie depresja nie występowała.

    Badania dotyczące dziedziczenia cech po rodzicach zaskakują tym bardziej, że w badaniach nad myszami wykazano możliwość istnienia tak zwanej pamięci genetycznej. Kiedy zafundowano myszy traumatyczne przeżycia jak rażenie prądem w momencie rozpylania zapachu kwiatu wiśni, okazywało się, że jej dzieci, a nawet dzieci tych dzieci, reagowały zaniepokojeniem pod wpływem tego zapachu. Informacja ta została zakodowana w genach i przekazywana następnemu pokoleniu.

    I podobnie może być też z depresją, ona również może być wynikiem zakodowanych w genach traum naszych przodków, ale na badania potwierdzające tą hipotezę musimy jeszcze poczekać.

    Z depresją nikomu nie jest do twarzy

    Słyszałem gdzieś stwierdzenie, że teraz wszyscy chorują na depresję, bo depresja jest modna. Na pewno mówią tak ci, którzy nigdy nie mieli do czynienia z tym problemem, albo wydaje im się że mieli.

    Depresja to nie jest smutek. Smutek to emocja, a depresja to czarna dziura, która wszelkie emocje wysysa. Człowiek staje się kukłą, woskową figurą, która nic nie czuje, która widzi tylko szarość wylewającą się z jej wnętrza. Nic nie czując, przestaje się mieć ochotę na cokolwiek. Z trudnością przychodzą najprostsze czynności, jak wychodzenie z domu czy wstawanie z łóżka. Depresja jest jak dno studni w której się nagle znalazłeś. Dokoła ciebie beton, a ty w środku nie masz pojęcia jak się z niej wydostać.

    I piszę to z własnego doświadczenia, bowiem przeplatają się we mnie depresja z nerwicą już od lat. Jakiś czas jestem na lekach, które ogromnie zmieniły moje życie i poprawiły jego komfort. Co prawda nie czyni to ze mnie eksperta w tej dziedzinie, ale mimo wszystko chciałem się z wami podzielić, tymi moimi kilkoma spostrzeżeniami. Jestem świadomy, że przyczyn może być znacznie więcej, bo depresja jest jak węzeł poplątanych ze sobą kabli, z których każdy prowadzi gdzie indziej.

    Nasz świat wcale nie jest tak cudowny jak nam się wydaje. Brakuje mu czegoś cholernie ważnego i myślę, że każdy jakoś podświadomie to wyczuwa. Materializm i konsumpcjonizm są przejawami ludzkiej próżności, brak sensu życia to rozczarowanie codziennością, taką jaka jest, w porównaniu do tej pięknej i bezproblemowej, jakiej oczekujemy. Trzeba umieć znaleźć w sobie balans i akceptację. Skupić się na tym co jest naprawdę ważne. Nie na pracy, nie na pieniądzach, sukcesie, karierze i tak dalej, a na bliskich, na życzliwości, na sobie i zwyczajności każdego dnia. I piszę to z własnego doświadczenia, bo tylko w tym znalazłem prawdziwą wartość, która tą odczuwalną pustkę dzisiejszego świata, potrafiła mi idealnie wypełnić.

    Photo by nikko macaspac on Unsplash

    Podobne posty

    ×