Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

Instagram

    Znajdź ciszę

    Nadmiar bodźców czasem doprowadza mnie do szału. Z książki „Wysoko wrażliwi” dowiedziałem się, że to normalne u osób których wrażliwość na bodźce z zewnątrz podkręcona jest na maksa. Są takie osoby, którym żadna stymulacja nie przeszkadza, i takie których odbiorniki bodźców są zbyt czułe. I ja widocznie zaliczam się do tej drugiej grupy.

    Kiedy czuję się przytłoczony, przestaję prawidłowo funkcjonować. Jak mój komp, na którym odpaliłem Wiedźmina 3 na ultra ustawieniach. Gdybym miał ekran zamiast głowy jak Książę Robot IV z „Sagi”, wyświetliłbym niebieski ekran śmierci. Kiedy tak się dzieje to znak, że muszę się odciąć. Całkowicie odłączyć od świata i odpocząć, nawet na chwilę, bo inaczej mógłbym się rozpaść na milion ostrych drobin wkurwienia.

    Szukając ciszy

    Jest kilka rzeczy, które w takich chwilach potrafią przyjść mi z pomocą. Więc jeśli i Wy macie czasem problem z przebodźcowaniem, może się Wam również przydać tych kilka rad. Z własnego doświadczenia wiem, że nie warto męczyć się zdenerwowaniem i nadpobudzeniem. Czasem po prostu trzeba się wyciszyć dla higieny psychicznej. Cisza może być jak balsam na duszę, ale żeby czerpać z niej jak najwięcej, trzeba się jej nauczyć. Nie każdemu bowiem cisza odpowiada. Przebywanie samemu ze sobą bywa trudne, zwłaszcza dla tych, którzy mają problem z samoakceptacją. Ale i na to pomóc może odcięcie się od wszechobecnego hałasu, bo kiedy nic nie rozprasza, można wreszcie wsłuchać się w siebie.

    Spędź czas ze sobą

    Lubię spędzać czas całkiem sam. Lubiłem od zawsze, moje własne towarzystwo nigdy mnie nie męczyło. Nie znaczy to, że nie lubię spędzać czasu wśród ludzi, bo lubię równie mocno. Jednak czas spędzany samemu ze sobą od zawsze był dla mnie pewnego rodzaju resetem. Przypomina to sinusoidę, która raz ciągnie mnie do ludzi, a innym razem każe się wycofać. I chwile te wcale nie muszą trwać jakoś specjalnie długo, czasem wystarczy kilka godzin ciszy i spokoju, żeby akumulatory nabrały energii do podbijania świata. Mam na to kilka patentów, którymi się z Wami podzielę.

    Spacer

    Czasem lubię wyjść od tak po prostu i pójść przed siebie, niekoniecznie zastanawiając się gdzie poprowadzą mnie nogi. Kiedyś, gdy mieszkałem jeszcze w mieście rodzinnym lubiłem chodzić do lasu, słuchać szumu igliwia i chłonąć zapach szyszek i żywicy. Las był dla mnie miejscem, w którym męczyły się nogi ale odpoczywała głowa. Cisza wypełniała mnie po końcówki włosów, a kiedy wracałem do domu, byłem chodzącym mistrzem zen z zakurzonymi butami.

    Teraz kiedy mieszkam w Poznaniu, na wypad do takiego pustego i spokojnego lasu, nie ma już szansy. Co prawda są w mieście miejsca, w których można znaleźć nieco więcej spokoju, parki jak Cytadela, jezioro Rusałka czy lasek za Maltą ale nigdy nie jest się tak naprawdę samemu. Mnie jednak ludzie wcale nie przeszkadzają, bo wśród ludzi również można pobyć samemu ze sobą.

    Trening

    Jakiś czas temu gdy biegałem, znalazłem idealną dla mnie trasę. Wiodła ona spod domu przez piękny Park Sołacki ze stawami, mostkami i ogromną ilością zieleni, wzdłuż jeziora Rusałka i dalej przez lasy i pola, a potem wokoło jeziora Strzeszyńskiego i z powrotem. Było tego w sumie ponad 20 kilometrów, a ja przebiegałem tę trasę z bananem na twarzy, bo była piękna i prawie nikogo na niej nie spotykałem. I mimo że po 2 godzinach wracałem zmęczony jak pies, to były to najbardziej relaksujące treningi jakie kiedykolwiek miałem, bo w zupełnej ciszy, w której słyszałem tylko swój oddech i głuchy chrzęst butów na piasku.

    Znajdź ciche miejsce

    Cisza w dzisiejszym świecie bywa towarem deficytowym. Nawet we własnym mieszkaniu można się z nią rozminąć. Zwłaszcza jeśli koty zaczynają świrować dewastując mieszkanie, sąsiad postanawia zagrać uwerturę na wiertarce udarowej, a za oknem jakiś mściciel ulicy warczy swoim pierdzikółkiem, że się szyby we framugach trzęsą. Od tego wszystkiego można zwariować, prędko więc trzeba gdzieś się zaszyć, odsapnąć i przeczekać.

    Kiedy przyszedł jeden z takich dni wynająłem pokój w cichym hotelu i poszedłem się w nim zaszyć. Czułem się trochę jak w „Buszującym w zbożu” Salingera, jakbym uciekł od całego parszywego świata. I ta jedna noc wystarczyła, a rano czułem się wypoczęty i zrelaksowany. Potrzebowałem ciszy żeby skupić się na sobie. Zbyt wiele bodźców na raz dewastuje mnie nerwowo. Cisza za to mnie odpręża. Jest moim wentylem bezpieczeństwa.

    Zmień otoczenie

    Nawet jeśli wokół jest cicho, czasem zdarza się, że to w nas samych panuje potworny hałas. Gonitwy myśli, impulsy gnające przez neurony, niepokoje i lęki. Emocje mogą w nas krzyczeć głośniej niż jesteśmy w stanie znieść. Kiedy tak się dzieje, staram się zmienić otoczenie, wyjść po za dobrze znaną strefę komfortu, bo takie porzucenie jej nawet na chwilę, dystansuje od problemów, które się w niej zalęgły.

    Kocham góry. Zakochałem się w nich wiele lat temu, i kiedy poczuję w sobie że potrzebuję ich ciszy, spokoju i niezmienności, jadę, i się w nich zaszywam. Tak jak w zeszłym roku, kiedy późną jesienią z moją N. pojechaliśmy do Schroniska Samotnia na kilka dni, i było to jednym z najpiękniejszych momentów w moim życiu.

    »» Pisałem o tym we wpisie Nasza Samotnia ««

    Ale wcale nie trzeba wyjeżdżać jakoś daleko, czasem wystarczy zwyczajnie wyjść z domu, pójść do miejsca, w którym się jeszcze nie było. Zrobić coś zupełnie nowego. To bardzo zmienia nastawienie i wycisza. Skupiasz się na odkrywaniu, i przestajesz skupiać się na wewnętrznym hałasie.

    Pomedytuj

    Kiedyś pisałem o tym, jak przypadkiem nauczyłem się medytować. Medytacja wcale nie musi wyglądać jak w filmach, z siedzeniem w pozycji kwiatu lotosu i mruczanym pod nosem „ammm”. W medytacji chodzi o skupienie się na obecnej chwili, przeżywaniu tego co jest „tu i teraz”, wszystko inne pozostawiając własnemu biegowi. Medytacja wycisza wewnętrznie, uspokaja nerwy, daje szansę na zdystansowanie się od problemów. Praktykowana regularnie, z czasem stanie się świetną pomocą.

    ***

    Celebruję ciszę zawsze wtedy kiedy się da. Staram się wyrywać z dnia momenty, w których mogę się ciszą nacieszyć. Czasem jadąc samochodem specjalnie wyłączam audiobooka żeby jechać w ciszy. W domu nie mam telewizora i nie słucham radia. Zasypiam tylko w zatyczkach do uszu. Nienawidzę głośnych rozmów i syren karetek, które rozrywają mi mózg. Lubię czasem posiedzieć, wcale się nie odzywając. Jednak wiem, że to zupełnie normalne, bo u ludzi o wrażliwości podkręconej na maksa, po prostu inaczej się nie da.

    Podobne posty

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Instagram

    Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.

    Archiwum

    ×