Odwiedź mój kanał na YouTube


Stay Connected

A jeśli zabraknie nam wody?

Sytuacja hydrologiczna w Polsce jest zła. Słyszę to coraz częściej, zwłaszcza w kontekście przyszłych lat, że nie będzie wcale lepiej. Ale i tak przeciętny Kowalski machnie ręką i pomyśli sobie, że spisek lewaków, że kolejny fejknius żeby robić nam (nomen omen) wodę z mózgu. Co ma się przejmować, przecież odkręca kran i woda leci. W sklepie butelkowanej tyle samo ile było. Zresztą jemu na co sobotnią kąpiel starczy, a zwykłej wody przecież nie pije, bo nie jest zwierze i woli napój dla prawdziwego Polaka – energetyka i zimne piwerko.

Taki Kowalski ma gdzieś, że jedna czwarta ludzkości zmaga się z kryzysem wodnym, że wody pitnej jest coraz mniej, że ma to związek ze zmianami klimatycznymi, ale też z zaniedbaniami ze strony państw, które tą wodę zwyczajnie marnują. Taka wiedza nie jest potrzebna Kowalskiemu, który myślami wybiega co najwyżej do następnych mistrzostw w piłce nożnej. To że Polska ma jedne z najmniejszych zasobów wodnych w UE nie przejmie go w ogóle. Bo odkręca kran i woda jest. O co tyle hałasu?

No właśnie.

O co tyle hałasu?

To, że Polska wysycha wiemy nie od dziś. Pamiętam jak w szkole średniej nauczyciel geografii mówił nam o stepowieniu wielkopolski i rejonów dolnego śląska, że to się z roku na rok pogarsza i ma to związek ze złą gospodarką wodną w kraju. Nie jest to wiedza tajemna i wystarczy porównać dane hydrologiczne Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, żeby przekonać się że z roku na rok problem susz, a co za tym idzie obniżania poziomu wód gruntowych w naszym kraju tylko rośnie.

Rośnie na tyle niebezpiecznie, że prognozuje się, iż w najbliższych latach z pewnością dotkną nas braki w dostawie wody pitnej, problemy z dostawami energii elektrycznej oraz ogromne problemy w rolnictwie. I chociaż wiadomo o tym tak gdzieś od lat 90. każdy kolejny rząd olewał problem zostawiając tę kłopotliwą sprawę innym, aż doczekaliśmy momentu, kiedy stoimy przed realnym zagrożeniem, na które nie jesteśmy kompletnie przygotowani, zagrożeniem z jakim zmagają się obecnie kraje afrykańskie. Bo tak naprawdę obecnie jeśli chodzi o sytuację hydrologiczną, bliżej nam do Afryki niż reszty Europy, ponieważ według szacunków zasoby wodne Polski są porównywalne do tych w Egipcie.

Jak marnujemy wodę

Problem przede wszystkim w tym, że mając niewielkie zasoby wody, nie potrafimy nimi odpowiednio zarządzać. Zwyczajnie je marnujemy. To efekt zaniedbań, które ciągną się jeszcze od lat PRL-u. Nadmiernej osuszającej melioracji kraju, osuszania terenów podmokłych, regulowania rzek, wycinki lasów. To wszystko powoduje szybką ucieczkę wody opadowej rzekami do morza, co w obliczu coraz częstszych i dotkliwszych susz, suchych jesieni i bezśnieżnych zim prowadzi do poważnego problemu.

Melioracja

To jak dobrze działa system melioracyjny w Polsce możemy się przekonać podczas wiosennych powodzi, kiedy woda bez żadnego problemu gwałtownie spływa do rzek, niebezpiecznie podnosząc ich poziom, spływa sobie wielką falą do morza, a na polach robi się sucho. Jednego miesiąca Polska zmaga się z powodziami, następnego z suszą.

Lasy i bagna

Wycinka lasów i osuszanie naturalnych terenów bagiennych, pogarsza tylko sprawę. Leśne systemy korzeniowe zatrzymują wodę w glebie, a bagna i tereny podmokłe są naturalnymi i bezobsługowymi systemami małej retencji, magazynującymi ogromne ilości wody, podnosząc tym samym poziom wód gruntowych w okolicy. Ale zamiast dbać o te naturalne zbiorniki, które są dla ekosystemu niezbędne, celowo się je niszczy, bo lepiej postawić tam budynek, puścić szosę, utwardzić, zabetonować i wesoło sprzedawać za grubą kasę.

Regulowanie rzek

Tak jak wiele krajów zachodnich odchodzi od regulowania rzek, tak w Polsce nadal jest to norma, bo uważa się, że to co niewyregulowane jest dzikie i nieprzewidywalne, więc trzeba naturze pomóc bo przecież bez „genialnych” pomysłów człowieka, natura sama by sobie nie poradziła. Betonowanie koryt rzecznych, budowanie domów w strefach zalewowych to norma. Skutek jest łatwy do przewidzenia i najczęściej opłakany. Woda ucieka rzekami do Bałtyku bez żadnych problemów, jak czteropasmową autostradą, bez żadnego postoju.

Kopalnie węgla brunatnego

Jednak największe spustoszenie hydrologiczne w naszym kraju powodują odkrywkowe kopalnie węgla brunatnego, które na gigantyczną skalę dewastują ekosystem. Dopóki Polska będzie czerpała energię elektryczną ze spalania węgla, dopóty takie kopalnie będą miały rację bytu. Najgorsze jest jednak to, że kolejne rządy, nie dość że nic z tym nie zrobiły, to obecny rząd dodatkowo zaklina rzeczywistość, twierdząc, że cały ten węgiel jest naszą świetlaną przyszłością i najlepszym wyborem. To nic, że truje nas smogiem, i zabiera nam wodę. To zupełnie nic nie znaczy.

Koszenie traw

Kolejnym problemem jest nadmierne wykaszanie traw latem. Trawa magazynuje wilgoć w swoich liściach, a skoszona schnie w oczach. Zwłaszcza w upałach. Ale jak widzę nikt tego nie kuma. Przychodzą upały i zamiast zostawić rośliny w spokoju, kosi się je na potęgę, bo jak już wspominałem, regulowanie wszystkiego to jakaś potworna, ludzka ambicja. Trawa pozbawiona liści wysycha na wiór, a wtedy zaczynają się ogrodowe rewolucje, rozciąganie węży, zraszaczy i wylewanie hektolitrów wody w glebę, bo żółta trawa przecież tak brzydko wygląda.

Skutki braku wody

Już przed kilkoma laty, Polsce groził blackout (przerwa w dostawie energii elektrycznej) ze względu na zbyt suche i gorące lato. Premier Kopacz prosiła wtedy w mediach o zmniejszenie zużycia prądu. Wszystko dlatego, że poziom wód w rzekach, których elektrownie węglowe potrzebują do chłodzenia dramatycznie spadł, jednocześnie temperatura pozostałej w korytach wody wzrosła na tyle, że chłodzenie przestało być efektywne. Skutkiem tego mogło być wyłączenie takiej przegrzanej elektrowni i spory problem z utrzymaniem napięcia w ogólnopolskiej sieci elektrycznej. A latem sieć przeciążona jest jak nigdy. Klimatyzatory i systemy schładzania stają się w naszym kraju normą, więc zużycie z roku na rok tylko wzrasta.

Jeśli nic się nie zmieni, a jakoś się na to nie zapowiada, warto się przygotować na zaniki napięcia w sieci w najbliższych latach, tak jak to bywało za komuny, tylko że wtedy w odróżnieniu do dziś, prąd nie znaczył tak wiele i nie był aż tak niezbędny jak dziś.

Brak wody przyczyni się również do szkód w rolnictwie, do podwyżek cen żywności itp itd. Za jakiś czas skończą się również zapasy wód głębinowych, które obecnie wydobywamy na potrzeby zagwarantowania wody pitnej, bo są to źródła skończone i nieodnawialne. Co będzie potem? Może polska Diuna?

Brak planu na przyszłość

To, że aktualnie Polska nie ma żadnego planu, żeby jakoś oddalić kryzys hydrologiczny, nie jest wcale tajemnicą. Kolejne rządy problem ignorowały. Były jak ten Kowalski ze wstępu. Odkręcały kurek, woda leciała, więc w czym problem? Tylko, że problem ignorowany nie przestaje być problemem. I nie zmienią tego kolejne socjalne programy rządów, które są tylko i wyłącznie kartą przetargową na kolejne wybory, bo to że dziś dostaniesz 500+ na dziecko, nie znaczy, że to samo dziecko nie będzie musiało za kilkanaście lat trwale opuścić tego kraju, bo życie będzie tu zbyt ciężkie do zniesienia.

Potrzeba radykalnych zmian, prawa chroniącego obecne, pozostałe nam jeszcze, naturalne tereny bagienne i torfowiska. Prawa odtwarzającego małą retencję, czyli wszystkie te niewielkie zbiorniki wodne, które w całej swojej objętości gwarantowały zatrzymanie ogromnych ilości wody. Małych, polnych stawów, leśnych grzęzawisk, okresowo zalanych łąk. Potrzeba też inwestycji w duże zbiorniki retencyjne, które zatrzymają ucieczkę wody podczas suszy, a podczas powodzi spełnią rolę ochronną jako tereny zalewowe.

Ale najważniejsze to zmiana świadomości ludzi. Dziś naiwnie wydaje nam się, że woda to dobro gwarantowane, że nigdy jej nie zabraknie, ale trzeba być ostrożnym w swojej naiwności. Już niedługo może się okazać, że wesołe wylewanie wody na spaloną słońcem trawę będzie prawnie zabronione, bo wody ledwie będzie starczyło do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Ja wolałbym takich czasów nie doczekać, ale żeby tak się stało, trzeba już teraz o to zawalczyć.

Wielkim ludzkim problemem jest to, że zwykle nie zastanawiamy się nad przyszłością, bo wydaje nam się bardzo niepewna. Ale im mniej o tej przeszłości myślimy tym właśnie bardziej niepewna się staje.

Bardzo Was proszę. Nie prześpijmy momentu, kiedy można coś jeszcze zmienić.

 

Photo by Mark Kuiper on Unsplash

O mnie

IMG_20170418_132cvd328_783
Troper

Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

Instagram

Instagram has returned invalid data.

Archiwum

×