Odwiedź mój kanał na YouTube


Najnowsze posty



sztuka upadania

Sztuka upadania


Stay Connected

Instagram

    5 filmów z zamierzchłej przeszłości, które wywarły na mnie wpływ

    Każdy ma takie filmy, książki, piosenki, które gdzieś w zamierzchłej przeszłości dzieciństwa wywarły ogromny wpływ, kształtując, zmieniając a czasem też działając destrukcyjnie na to, jak patrzyliśmy później na świat. U mnie też trochę tego było, całkiem sporo nawet, bo od pacholęcia uwielbiałem wgapiać się w telewizor, pochłaniać niezliczone ilości filmów na kasetach VHS. I dziś właśnie o tych filmach, na które się natknąłem, a które zostawiły wpływ. Zapnijcie pasy i lecimy.

    Park Jurajski

    Chyba każdy widział. Historyjka o bandzie naukowców i dzieciaków, którzy o mały włos a zostaliby obiadem dla cudownie ożywionych dinozaurów (kilku zresztą ku mojej uciesze zostało). Jak każdy szczyl, którego szczenięce lata przypadły na początek lat 90-tych, całymi dniami albo grałem z kumplami w Mortala na pegazusie, albo też z tymi samymi kumplami rżnąłem w piłę koło trzepaka, kradłem w osiedlowym sklepie gumy Turbo, i tak samo jarałem się dinozaurami. Widocznie szczęśliwy z mojej fascynacji ojciec, dbał o moją gadzią edukację, zaopatrując mnie we wszelkiego typu czasopisma, encyklopedie i ilustrowane atlasy o przerośniętych jaszczurach. W tamtym czasie byłem tak obryty w tej materii jak Macierewicz w budowie Tupolewa, a każdorazowo zapytany przez kumpli o jakiś, nawet niewiele znaczący niuans związany z prehistorycznym światem wielkich gadów, odpowiadałem z ekspercką miną jak profesor Harvardu albo przynajmniej paleontolog z trzydziestoletnim stażem. Na jednym wydechu potrafiłem wymienić nazwy wszystkich nazwanych dinozaurów, miejsca ich występowania, charakterystykę gatunkową, a także z palcem w nosie wyrecytować geologiczne ery i okresy w dziejach ziemi, z dokładnymi latami, na które owe ery i okresy przypadały. Tak. Do normalności bardzo wiele mi wtedy brakowało.

    A wszystko zaczęło się, gdy na ekrany kin wszedł Park Jurajski. Na ekrany kin ma się rozumieć Amerykańskie. W Polsce owy film rozpowszechniany był w setkach pirackich kopii, rozprowadzanych i przegrywanych na kasetach wideo za przysłowiowe piwo, żeby dzieciaki miały co oglądać. I do mnie również trafiła taka kopia, ze skaczącym obrazem, dźwiękiem jak z puszki, i głosem lektora nagranym na niemiecki dubbing. Masakra, ale wtedy była to jakość lux, która wbijała w fotel i kazała oglądać kolejne sceny z rozdziawioną gębą.

    Oglądałem ten film w kółko przez kilka następnych miesięcy, aż w końcu kaseta całkiem się spieprzyła. Park Jurajski ma w moim osobistym kanonie filmów wybitnych, zasłużone miejsce, jednak jak to w życiu bywa, coś poszło nie tak i etatu paleontologa na razie jeszcze się nie dochrapałem.

    park jurajski

    Tyranozaur ciśnie bekę

     

    Powrót do przyszłości – wszystkie części

    Klasyk sam w sobie i jednocześnie moja ulubiona seria filmów z dzieciństwa. Jak ja lubiłem te szalone przygody nierozgarniętego Martyego i szalonego doktorka (swoją drogą nie dziwota, że teraz tak cholernie wchodzi mi Rick i Morty). To była istna jazda bez trzymanki. Miałem wszystkie trzy części nagrane na kasetach z TV. Znałem na pamięć dialogi, czytane beznamiętnym głosem lektora, znałem każdą scenę i a najbardziej lubiłem moment, w którym rozpędzony DeLorean od uderzenia pioruna przeskakiwał w czasie. Jednak moją najulubieńszą częścią, była część trzecia, ta na dzikim zachodzie, bo w końcu po za zostaniem paleontologiem, to fucha rewolwerowca była moim największym marzeniem.

    Pornos z półki ojca

    Tytułu nie pamiętam. Zresztą nie tytuł był tu najważniejszy. Miałem z 9 lat kiedy na niego natrafiłem, skitranego za książkami mojego ojca. Skonfundowany okładką, na której w sporym rozkroku siedziała goła baba, postanowiłem ową kasetę obejrzeć. Zaczekałem na dogodny moment, gdy nikogo nie było w domu, bo coś mi mówiło, że należy zachować dyskrecję. Co to był za film! Szczątkowa fabuła, jakieś tam drewniane dialogi mruczane monotonnym głosem lektora i cała masa akcji. Co prawda ni cholery nie kumałem wtedy, o co w tym wszystkim chodzi, lecz czułem, że te wszystkie rzeczy, które wyprawiały golasy na ekranie, mają jakieś grubsze znaczenie. Z obrzydzeniem odłożyłem kasetę na miejsce za książkami, lecz to wszystko czego się tam naoglądałem, długo nie mogło mi wyjść z głowy. Przelewała się w niej zupa zawstydzenia, obrzydzenia i fascynacji. Ten pornos był jak potężny plaskacz w twarz, i chyba wtedy właśnie straciłem całkiem swoją dziecięcą niewinność, bo po raz pierwszy dowiedziałem się, jak to jest z tym całym seksem.

     

    Koszmar z ulicy Wiązów

    Był taki czas, kiedy horrory były dla mnie synonimem kina klasy premium. Wypożyczane na kartę rodziców w pobliskiej wypożyczalni VHS, wciągane u kumpla na telewizorku. Po Koszmarach minionego lata, Piątkach trzynastego, Krzykach i innych takich, przyszedł czas na „Koszmar z ulicy Wiązów” i powiem szczerze, że ta mieszanka horroru i komedii w wykonaniu mordercy ze snów w pasiastym sweterku, wciągnęła nas wszystkich po uszy. W krótkim czasie oglądnęliśmy wszystkie części, niektóre kilka razy z rzędu. Freddy Krueger stał się moim ulubionym, filmowym straszydłem, który lepiej od zarzynania nastolatków rzucał tylko soczystymi punch lineami.

    Jak go nie lubić?

     

    The Blair Witch Project

    Byłem kiedyś na wakacjach z rodzicami nad jeziorem. W miasteczku nieopodal było malutkie kino, puszczające filmy z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Pewnego razu wyprosiłem pieniądze i poszedłem na film, choć nie miałem zielonego pojęcia o czym będzie. Miałem wtedy 15 lat, ale nikt nie sprawdzał wieku przed seansem. Sala była pełna. Ludzie z miasteczka, ludzie przejazdem, wczasowicze z dziećmi. Wyświetlali Blair Witch Project.

    W połowie filmu nie było już połowy sali. Rodzice wyprowadzali przestraszone dzieciaki, ci ze słabymi nerwami zasłaniali oczy. W filmie nie było trupów, rzygów krwi, nic nie wyskakiwało z ekranu, czyli wszystkiego tego czego się można było spodziewać po horrorze. Był za to klimat wgniatający w fotel, wywołujący ciarki na całym ciele i zgrzyt zębów jak po wyjściu w samych gatkach na dziesięciostopniowy mróz.

    Pamiętam jak po ostatniej scenie gdy film się skończył i zapalono już światła, ludzie się nie ruszali. Każdy gapił się tępo w ekran z napisami i nie mógł się podnieść. To było coś na co nikt w kinie nie był przygotowany. Nawet ja. Wyszedłem z seansu z mętlikiem w głowie. I to był moment kiedy po raz pierwszy szary mrok zasnuł moje myśli i długo ich nie opuszczał. A potem były opowiadania Edgara Allana Poe, Lovecrafta, nocne spacery po lasach i godziny wpatrywania się w tonące we mgle miasto. I musiało minąć dużo czasu, zanim całkiem udało mi się z tego wyrosnąć.

     

    ***

    A następnym razem 5 książek z zamierzchłych czasów… No i dajcie znać co na was wywarło wpływ w dzieciństwie!

    Podobne posty

    Dziś są moje urodziny!

    Dziś są moje urodziny!

    Sierpień 15, 2018
    Zmiany

    Zmiany

    Lipiec 29, 2018
    Moja terapia

    Moja terapia

    Czerwiec 30, 2018

    O mnie

    IMG_20170418_132cvd328_783
    Troper

    Mam na imię Kuba i piszę tu o wszystkim co mnie dręczy, ciekawi, co mnie zaskakuje ale też daje do myślenia. Nie mam telewizora ani radia bo nie lubię. Lubię poniedziałki i brzydką pogodę. Nie boję się pająków. Robiłem wielokrotnie zeza i mi nie zostało.

    Posty

    Instagram

    Archiwum

    ×